piątek, 17 października 2014

17 października 2014


1. Poszedłem do apteki, żeby bez recepty pozyskać leki na receptę. Chciałem odmówić przyjęcia dwóch groszy reszty. Usłyszałem, że nic z tego, że musi być jak w aptece.

Zauważyłem, że w BMW Bożeny urwało się jedno z dwóch mocowań zbiornika paliwa. Przerdzewiała metalowa taśma. Przez 25 lat obcowania z błotem, solą, wodą miała do tego pełne prawo.
Mechanik Jacek zasugerował, bym sprawdził ile kosztuje nowa część. Zadzwoniłem więc do pań na Narbutta, mocowanie kosztuje niecałe 100 złotych. Zamówiłem. Jedno. I to jest zła informacja, bo powinienem na wszelki wypadek wziąć dwa.

2. Razem z kolegą Grzegorzem pojechaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego, żeby wypić kawę z dyrektorem Ołdakowskim.
Nauczony doświadczeniem zaparkowałem w środku.
W windzie zastanawialiśmy się nad przyszłością „Pokoju kombatanta”. Kolega Grzegorz wymyślił, że będą tam przychodzić powracający z Afganistanu. Ale co jeśli więcej wojen już nie będzie?

Nie powtórzę anegdoty o kosiarzu, to już u siebie na 'Trzech pozytywach' zrobił kolega Grzegorz. Co prawda, chodziło w niej o coś zupełnie innego – miała na przykład pointę, ale ta wersja też może się podobać.
Usłyszeliśmy, że reżyser Komasa pracuje nad nowym filmem. Współpracuje ze słynnym gangsterem Masą. Masa&Komasa – świetna nazwa firmy.
Dyrektor Ołdakowski ma pewne związane z tym filmem obawy, ale zupełnie niepotrzebnie. Przecież wszystko, co robi reżyser Komasa jest świetne. A jak nie – jest to jeszcze nie jest gotowe.
Dyrektor Ołdakowski podpisał kontrakt na następnych pięć lat. Ale ponoć nie powinien się tym chwalić przed wyborami. Zobaczymy, czy pochwali się tym przed wyborami pani prezydent.
Zastanawiam się czy lepsza była opowieść o talentach dramatycznych pewnego polityka, czy plotka o powodach utraty przez tego polityka stanowiska.
Z poważnych spraw: rozmawialiśmy o profesorze Kieżunie. No i wbrew temu, co niektórzy sądzą: dyrektor Ołdakowski nie jest wrogiem lustracji.

Wychodziliśmy z prezentami. Mnie Dyrektor obdarował Zarazą. Kolegę Grzegorza notatnikiem, którego wyciągnięcie w pewnych kręgach może powodować konsternację.  





Na zewnątrz podszedłem zobaczyć niemiecki 'bunkier'. I muszę stwierdzić, że jest to eksponat, którego sposób prezentacji woła o pomstę do nieba. Sam nie rozpoznałem, że to jest Ringstand 58c. Cóż, w naturalnym środowisku wygląda on zupełnie inaczej.
Złą informacją jest, że raczej lepiej nie będzie, bo to Muzeum Powstania Warszawskiego – nie: Museum der deutschen Befestigungen.

3. Zawiozłem BMW do mechanika Jacka. Stoi u niego piękny nissan, znaczy: datsun. 280Z. Z 1976 roku. Mechanik Jacek się śmiał, że nissan miał pełen wtrysk, a 13 lat młodsza beemka – niekoniecznie.

Ruszyliśmy na wieś. Zmieniłem zdanie o XC60. Albo dorosłem, albo model z tym silnikiem jest wyraźnie lepszy.

Kiedy dojechaliśmy rozjeżdżony maszynami panów od kanalizacji podjazd i kilkudniowy deszcz doprowadziły do tego, że volvo zakopało się w błocie prawie po osie. Ważne, że się wykopało.
Złą informacją jest to, że póki tego nie poprawią nie będę mógł przyjeżdżać mniej 'terenowymi' samochodami.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza