piątek, 16 stycznia 2015

17 stycznia 2015



1. Przyszła pani w sprawie wodomierza. Z synem małoletnim. Wodomierz mamy nowoczesny odczytywany radiowo. Pani przyszła, bo radiowość nie zadziałała. Weszła, zaczęła narzekać, że zawsze nie działa radiowość wodomierzy na najwyższych piętrach. Zobaczyła koty i stwierdziła, że nie ma co narzekać, bo przynajmniej mogła obejrzeć koty.
Okazało się, że radiowość nie działa, bo ktoś źle wpisał numer wodomierza. Wpisała dobrze, więc problemu już nie będzie.
Później przyszedł listonosz, który nie mógł znaleźć kwitu od listu, który przyniósł. Szukał, szukał, w końcu się poddał i zmajstrował kwit sam.

Dawno temu przypadkiem – prawdopodobnie wróciwszy o świcie po upojnej nocy – zobaczyłem odcinek kreskówki „Roger Odrzutowiec” o tym, jak źli kosmici zaatakowali ziemię z pomocą wielkiej lupy, którą ogniskowali słoneczne promienie. Na ziemi było strasznie gorąco. Roger Odrzutowiec swoim odrzutowcem poleciał, by kosmitów przegonić. Niestety było zbyt gorąco, żeby do ich statku (z lupą) dolecieć. Wysłał się więc pocztą.

Kosmici siedzą w swoim statku ciesząc się z tego, że na ziemi jest potworny upał. Nagle do drzwi ich statku ktoś puka. Otwierają, a tam listonosz z paczką. W mrozie i słońcu, w deszczu i śniegu amerykańska poczta zawsze dostarcza przesyłki na czas (mówi listonosz). Kosmici otwierają paczkę i ze środka wyskakuje Roger Odrzutowiec.
Od kiedy toi zobaczyłem inaczej patrzę na pracę pocztowców.

Na placu Zbawiciela spotkałem kolegę Grzegorza. Rozmawiając z kolegą Grzegorzem zobaczyliśmy fotografa Niedenthala. Niedenthal nazywał się mój nauczyciel PO na początku liceum. PO w tym przypadku nie znaczy Platforma Obywatelska.
Fotograf Niedenthal ma na imię Chris. Chris to był pseudonim fotografa Powstania Warszawskiego – Brauna. Braun… No dobra. Mogę tak w nieskończoność i to jest zła informacja.

2. Przedpołudnie zeszło mi na czymś, czego nie mogę opisać. Później pojechałem do Muzeum, do dyrektora Ołdakowskiego. Dostałem list z podziękowaniem za pomoc w organizacji pokazu filmu „Warsaw Uprising” dla żołnierzy US Army przebywających w Polsce. Oprawię sobie ten list w ramki i powieszę obok listu od ambasadora Mulla, w którym dziękuje mi za… nie napiszę za co. W każdym razie mam zamiar jedną ścianę w moim pokoju przeznaczyć na dowody zaangażowania w sprawy międzynarodowe.
Próbowałem namówić dyrektora Ołdakowskiego, żeby pozyskał nieco TNT, by zapakować Goliatha. Goliatj mechanicznie sprawny, czasy niepewne, więc lepiej być przygotowanym. Dyrektor Ołdakowski nie wyraził tą koncepcją specjalnego zainteresowania i to jest zła informacja. Powiedział za to, że ma informacje, że w ciągu dwóch najbliższych lat wojna u nas raczej nie wybuchnie.

3. Z Muzeum pojechałem zrobić przegląd Suburbana. Pad diagnosta powiedział, że jednak najpierw muszę wymienić końcówki drążków kierowniczych. I to jest zła informacja, bo przy obecnej cenie franka będę miał problem z tego sfinansowaniem.
Pojechałem do mechanika Jacka, żeby się dowiedzieć jakie ma moce przerobowe. Zastałem go nad wyciągniętym z Espace silnikiem, do którego wcześniej jakiś kowal zapomniał składając włożyć uszczelek. Pracownik mechanika Jacka pokazał mi genialny pomysł francuskich inżynierów. Otóż spora część podzespołów elektronicznych umieszczona jest pod samochodem i chroniona niezbyt szczelną plastikową osłoną. Ma to jeden plus – łatwo się do tych podzespołów dostać. I wymieniś je na nowe, kiedy na przykład zostaną zawilgocone.
Przy okazji zauważyłem, że do wymiany sprzęgła w Espace najlepiej jest wyjąć silnik i skrzynię biegów. Może jednak szkoda, że Francuzi nie dostarczyli Rosji Mistrali. Może projektowali je inżynierowie po tej samej szkole, co ci od Espace.

Cały dzień nie bardzo miałem jak zajrzeć na Twittera. I to jest zła informacja, bo ominęły mnie #Wygaszone.
Choć z drugiej strony nie sądzę, żeby się skończyła. Wygaszonych zakładów w Polsce starczy na dużo więcej postów.  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza