Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Stankiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Stankiewicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 września 2021

26 września 2021


 1. „Siódmy dzień tygodnia”. Przez parę miesięcy nie oglądałem. Może i dobrze. Redaktor Stankiewicz ogłosił, że w Nowym Jorku Prezydent spotkał się tylko ze swoimi odpowiednikami z Brazylii i Mongolii. Uczestniczący Peeselowiec do zastawu dołożył prezydenta Erdogana. 

W realnym świecie Andrzej Duda, poza tymi trzema, spotkał się jeszcze z Prezydentami Albanii, Litwy, Łotwy, Estonii, Mołdawii, Sekretarzem Generalnym ONZ i jego zastępcami, przemawiał na trzech szczytach i robił mnóstwo innych rzeczy. 

Zaczynam się skłaniać ku tezie, że Onet to jednak stan umysłu. I to jest zła informacja,

Dyskutującym w studio politykom bardzo nie pasowało spotkanie z Prezydentem Mongolii. Kiedy w przyszłym roku Andrzej Duda poleci do Senegalu, nasi światli liberałowie pewnie będą drzeć łacha, że się z murzynami spotyka. 

U Piaseckiego, Michał Kamiński opowiadał, że gdyby trafił na imprezę z PiS-owcami, to by wyszedł. Z imprez 300polityki nie wychodził. 

Korespondowałem o tym, z pewnym ważnym, telewizyjnym dziennikarzem. Nie napiszę z kim, bo czasy takie, że nie wiadomo, czy ktoś pretensji do niego kiedyś mieć nie będzie, o to, że się za mną kontaktuje. Napisał, że mimo iż jest fanem ponadpartyjnych kontaktów, przy tym poziomie sporu i retoryki wspólne picie uważa za jakaś aberrację. Że radośnie by się nie potrafił bawić w towarzystwie „zdrajców i złodziei”. Cóż, nie jest politykiem. 

2. Po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy, obejrzałem trzy niedzielne poranne publicystyki. I znowu z przykrością zauważam, że gdybym miał lat piętnaście, najlepsze wrażenie by na mnie robili przedstawiciele Konfederacji.

3. Przyszło zawieźć Suburbana do Zielonej. Do mechanika. Pierwszy postój wypadł zaraz za bramą, gdyż się okazało, że znikł był litr oleju ze skrzyni. Później poszło gładko. Płynęliśmy pełniusieńkim promem. Na Odrze ruch, jak na Marszałkowskiej. Coś robią. I w to coś, zaangażowane jest kilka barek i jeszcze więcej sprzętu na brzegu.Miałem Kociowi zrobić zastrzyk. Dwa zastrzyki. Nie będę udawał, że miałem na to jakąś specjalną ochotę. W końcu, kiedy zebrałem siły i postanowiłem plan zrealizować się okazało, że Kocia nie ma. Gdzieś prysnął. I to jest zła informacja. 




niedziela, 30 maja 2021

30 maja 2021


 

1. Kocio rano nie spał pod drzwiami. Znalazłem do w trawie, gdzie najwyraźniej bardzo chciał być znaleziony, gdyż kiedy tylko mnie usłyszał, zaczął się wydzierać w niebogłosy. 
Problem z „Siódmym dniem tygodnia” polega na tym, że prowadzący ma więcej do powiedzenia niż goście. Znaczy, że gdyby Stankiewicz mówił przez godzinę – mogłoby to być ciekawsze. 

2. Zabrałem się za prądy w Lawinie. Najpierw sterowanie szybami i centralnym zamkiem. Udało mi się wyjąć cały element łamiąc tylko jedno mocowanie i to w taki sposób, że łatwo się udało je skleić. Swoją drogą nie jestem w stanie zrozumieć jak to się dzieje, że zawsze, gdy używam kleju typu cyjanopan, kropelka etc. muszę się do czegoś przykleić. Może chodzi o to, że nie byłem w wojsku?
Sterowanie centralnym zamkiem/szybami/lusterkami zrobiono w podobnej technologii jak pilot do telewizora. Czyli przycisk naciska na gumę, która dociska coś przewodzącego do płytki drukowanej. Umyłem płynem do odkażania (pozytywy z pandemii – nadmiar wysokoprocentowego alkoholu etylowego w domu), złożyłem, zaczęło działać. Pojawiła się też funkcja składania lusterek. 
Rozebrałem drzwi, by się dostać do czujnika, przez który samochód uważa, że ma otwarte drzwi. Nie tyle do samego czujnika, co do kabli. Okazało się, że kowal-elektryk, który pozostawił niezatarty ślad w instalacji Lawiny, z niewiadomych przyczyn zwarł przewody prowadzące do czujnika. Czujnika uszkodzonego, który sam z siebie łączył te przewody. Wystarczyło czujnik wypiąć, przewody rozewrzeć i zaizolować. I samochód odżył. Po pierwsze przestał dzwonić, po drugie zaczęły działać rasistowskie patenty typu blokowanie drzwi w momencie wrzucenia biegu, żeby nikt nie otworzył drzwi i ukradł torebki. Zaczęło się zapalać światło, gdy się otworzy drzwi (wszystkie, poza tymi kierowcy, bo czujnik uszkodzony) No i zaczęło działać radio bez włączonego zapłonu. Znaczy – wielki sukces. Teraz muszę rozwiązać problem uszkodzonego czujnika. Co nie będzie proste.
No i się okazało, że podczas moich wczorajszych zabaw z masami nie przykręciłem masy przednich lamp. I przez chwilę było dziwnie. Udało się to naprawić. 

3. Zadzwonił sąsiad Tomek, że sąsiad z domu przy dębniaku ma trawę, której mu szkoda wyrzucić. Był trawnik. Żona chciała rabatki, więc wyciął paski darni. Po jesiennym doświadczeniu z trawą sąsiada Tomka – przyjmiemy każdą ilość. Przywiózł ładowarką. Porozkładaliśmy. Teraz będę już musiał znaleźć zraszacze i uruchomić podlewanie. Nie będzie to łatwe, bo wszystkie oczywiste miejsca już przejrzałem. 

Po drodze z Warszawy do Berlina wpadła Józka. Przywiozła mi moje pierwsze lego – jak sobie o nim przypomniałem, znalazłem je na ebay-u. 
Nie pamiętałem, że na tylnych kołach są podwójne opony. 

Kocio nie przyszedł na kolację. Czyżby czerwiec miał być nowym marcem?

niedziela, 9 maja 2021

9 maja 2021

 


1. Z okazji moich urodzin urządzono pierwszy dzień wiosny. Dwadzieścia parę stopni znienacka. To miło, że ktoś pamiętał,ale następnym razem proszę z wiosną jednak nie czekać na moje urodziny. 

Z poranka zapamiętałem dwa cytaty. 

Stankiewicz (Andrzej): a u was biją murzynów. Odważniak. 

I Żukowska (Anna Maria): nie wiem kto jest Ribbentropem, a kto Mołotowem. Jeżeli w przyszłym tygodniu głównym tematem wciąż będzie zdrada lewicy to się chyba zabiję własną pięścią. 

Był jeszcze nie znany mi z nazwiska poseł PO, który zasugerował, że covidowe paszporty to efekt strachu Europy przed Polakami. Sprawdziłem. Urbaniak się on nazywa. Jarosław.
Bożena wyraziła pretensję, że przeze mnie musiała słuchać tych programów, a nie miała na to ochoty. Jest to jednak potworne marnotrastwo czasu. 

2. Panowie od pompy zrobili dziurę w betonie koło domu, by poprowadzić nią rury z czynnikiem. Rury, które łączną obie jednostki. Pojechali. Została dziura z rurami. W peszlu rurami. Zaspałem dziurę piaskiem. Na wierzch dałem tłuczeń. Od sąsiada Tomka. Miało być wiaderko, wyszły trzy.
Naprawiłem dwa koła w zielonym wózku Bożeny. Trzeba było wymienić opony i dętki. Opony zrobione były z jakiegoś dziwnego tworzywa, które po roku zaczęło się rozwarstwiać. Wiejskie życie nauczyło mnie, że większość rzeczy da się naprawić. Trzeba tylko znaleźć części, które – jak się je już znajdzie – okazują się lepsze od oryginalnych.

Odwieźliśmy sąsiada Tomka nad kanał. Ma tam pomost, z którego łowi. Czterdziestometrowy. Dla siedzenia nad wodą w lesie mógłbym nawet zostać wędkarzem. Wieczorem przywiozłem siada Tomka z powrotem. Nic nie złowił, ale opowiadał, że kiedy przestało wiać, nagrzany słońcem las zaczął pachnieć. 

W międzyczasie z Darkiem, szwagrem sąsiada Gienka wywieźliśmy piec. Na korytarz. Po drodze dwa progi, których się udało nie uszkodzić. Więc sukces. Teraz, po drobnym tuningu, piec trafi do pokoju, w którym zwykle nocujemy gości. Będzie to idealne miejsce dla ludzi, którzy marzną, gdy temperatura jest poniżej dwudziestu jeden stopni. 

3. Po chorobie wciąż nie piję. Kiedyś nie rozumiałem, jak się można bawić bez alkoholu. Dziś też nie rozumiem. 







wtorek, 5 maja 2020

4 maja 2020


1. Długi dzień. I to jest zła informacja. Dzień długi, bo się zaczął w swój przeddzień koło dziesiątej wieczór, kiedy to się dowiedziałem, że rano będzie briefing (ten poświęcony rozpoczęciu budowy Baltic Pipe). Potem był tekst red. Stankiewicza, który nadał nowe znaczenie hasłu „tylko w Onecie”.

Tekst zainicjował serię telefonów. Telefony zaczęły się chwilę po siódmej. Nikomu nie udało się mnie obudzić – udaremniłem to wstając wcześniej. Później był rzeczony briefing – nasza administracja nadała nowe znaczenie temu słowu, kiedyś nazywało się to oświadczenie. Później były kolejne telefony. Aż się okazało, że muszę jechać do Warszawy. Służba nie drużba. Pojechałem, dojechałem, wróciłem. Koło drugiej w nocy. Pozytyw jest taki, że w Warszawie wymieniłem klocki hamulcowe. Złą informacją jest, że tarczom do końca ich życia brakuje po pół milimetra. 

2. Rano zdążyłem zauważyć ładowanie harwestera na podczołgówkę. I przeczytać „Wyborczą”. Mocna rzecz. I nie chodzi mi właściwie o tekst Wojtka Czuchnowskiego, choć fakt, że w procesie egzekwowania zaocznego komingautu, autorów wspiera wieloletni sekretarz zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka profesor Andrzej Rzepliński nie powinien zostać niezauważony. Chodzi mi o komentarz Piotra Stasińskiego. A konkretnie o zdania: Prawnik, który zrobił imponującą karierę, choć mimo biegłości w paragrafach nie powinien był, bo brak mu kwalifikacji etycznych. A zrobił ją nie pomimo wstydliwych zachowań, ale dlatego, że woli je ukryć.
W listopadzie 2014 roku, kiedy Policja zatrzymała w PKW– nielegalnie, jak później orzekł Sąd – dwóch dziennikarzy, Stasiński wzywał, by postawić im cięższy niż naruszenie miru domowego zarzut. Wciąż jest wicenaczelnym „Wyborczej”. I to jest zła informacja. Dobrą, być może jest to, że periodyk ten ma jakiekolwiek znaczenie wyłącznie dla dziadów takich jak ja. Tych, którzy pamiętają, jak ważne to było medium na początku lat dziewięćdziesiątych.
Jeżeli mam być szczery (a ja od dzisiaj chcę być szczery), mam nadzieję, że jak najwięcej czytelników nie będzie wiedzieć o co w tym punkcie chodzi.

3. W Warszawie w JSS Jacek zmienił mi klocki. Zanim mną się zajął, rekonstruował dotyczący prawego kierunkowskazu fragment instalacji elektrycznej w jeepie swojego znajomego. Na placu stał Hilux. Stał na tyle długo, że w skrzyni zdążyło się zebrać parę centymetrów deszczówki. Właściciel mógłby wystąpić o dotację z programu małej retencji.
Do wymiany klocków w A8D2 nie trzeba zdejmować zacisków. Żeby nie to, że następnym razem wymiana klocków, będzie wymagała wymiany tarcz i serwisu zacisków – spokojnie bym mógł sam to zrobić.
Swoją drogą, gdyby kierowcy zajeżdżający mi drogę do Warszawy wiedzieli w jakim stanie mam hamulce, być może nie robili by tego tak radykalnie. Właściciel jeepa zasugerował, żeby następnym razem wywiesić kartkę.
W latach osiemdziesiątych dość popularnym było obserwowanie pojazdów z dużym napisem – brak świateł stop – z tyłu. Kartka – Uwaga, brak hamulców! – winna być umieszczana z przodu. I najlepiej podświetlana niebieskim, migającym światłem.

W Świebodzinie zatrzymał mnie przejazd kolejowy. Pociąg towarowy. Lory – wagony platformy. Puste. Tylko na kilku jechały kontenery. Szlaban zasłaniał wagony, kontenery wyglądały trochę jak z Harrego Pottera.

Kilometr przed domem drogę przecięła mi dzicza rodzina. Odyniec, locha i warchlaki będące zresztą jeszcze pasiakami. Dawno temu przejrzałem myśliwych – generalnie chodzi im o to, żeby się przebrać w zielone ubranka i gdzieś w lesie się upić bez żon. Przy okazji nadając dziwne nazwy wszystkiemu, co się rusza w zasięgu ich wzroku.
W każdym razie dzicza rodzina wlazła mi przed zderzak z podobną dezynwolturą jak – kilka godzin wcześniej – ciężarówka z napisem Waldek-Trans. Swoją drogą, o ile zwykle uważam rebranding za sposób na wyprowadzanie kasy, to są przypadki, kiedy zmiany społeczne nadają nazwie nowe znaczenie i jej zmiana nabiera sensu.
Już miałem ruszać, kiedy z krzaków wypadł ostatni pasiasty warchlak. Przypominał trochę świnkę morską. Z pięć razy większą. Na dłuższych nóżkach. I w paski.

Kawałek za dzikami spotkałem lisa. Szedł wzdłuż drogi. Nawet się na mnie nie obejrzał. I to jest zła informacja, bo mam się za kogoś na tyle ważnego, że byle lis nie powinien mnie ignorować.








niedziela, 9 sierpnia 2015

3 sierpnia 2015



1. Prawie tydzień opóźnienia. Do tego tyle się w sumie działo, że muszę trochę po łebkach. I to jest zła informacja.

2. Niedziela. Zasadniczo nie miałem zbyt wiele do roboty, co było doświadczeniem dość dziwnym. Tej niby „Kawy na ławę” nie pamiętam. Mam wrażenie, że oglądałem „Lożę prasową”, bo jakoś mam w pamięci obraz kołnierzyka red. Stankiewicza. No i to, że gwizdy w telewizorze są głośniejsze niż w rzeczywistości.
Swoją drogą, skoro na lusterkach wstecznych amerykańskich samochodów pojawia się informacja „Obiekt może się wydawać bliżej niż w rzeczywistości” może by na paskach wyświetlać „Niektóre godne potępienia zachowania są nieco przejaskrawiane”. Złą informacją jest nie tyle, że taki komunikat nie jest wyświetlany, co to, że nawet, gdyby był to by dotyczył tylko niektórych godnych potępienia zachowań.

3. Wieczorem była msza w muzeum Powstania. Przypomniały mi się czasy licealne, kiedy msze u Dominikanów spędzano na zewnątrz kościoła. Tym razem całą mszę przegadałem z red. Gursztynem.

Po mszy odbyło się spotkanie PAD z Powstańcami. Prezydent miał świetne przemówienie. Nadawałem je peryskopem i nie wiem, czy się gdzieś zachowało. I to jest zła informacja, bo jest warte spisania.