niedziela, 31 maja 2015

30 maja 2015


1. Ten dzień, kiedy dociera do ciebie, że właśnie się wystawiasz na strzał Męskich Blogerek Modowych. Pamiętny rad dyrektora Ołdakowskiego z pomocą Bożeny jakoś się ubrałem. Pojechałem najpierw po Cyfrowego Szoguna, później po Tęgi Łeb do Miasteczka Wilanów. Cyfrowego Szoguna zafascynowało, że w szpitalu Madicoveru ostry dyżur nazywany jest „Emergency”.
640d nie zrobiło specjalnego wrażenia na Tęgim Łbie, powiedział, że sąsiad ma taki sam i narzeka, że mu dużo pali. Sąsiad najwyraźniej nie ma diesla. Pojechaliśmy do właściwego Wilanowa. Próbowałem wbić się na teren za plecach jakiejś kolumny samochodów – metodą na mjr. Karabanowa. Nie udało się. Na bramce zatrzymał nas BOR-owiec. Niezbyt może zgrabnie ale jakoś udało mi się wycofać. Porzuciłem auto w niezbyt może odpowiednim miejscu, wygramoliliśmy się ze środka i wbiliśmy się na imprezę. Obmacujący mnie BOR-owiec zapytał mnie o scyzoryk. Nie wziąłem, bo się niestety zaczął rozpadać. Jeżeli Służba Kontrwywiadu Wojskowego jest podobnej do brendowanych przez nią gadżetów jakości, to nie jest dobra informacja.

2. Pan sędzia Hermeliński miał niesamowite przemówienie. Niby taki sobie mówca, ale to jeszcze wzmacniało treść. Mowę Prezydenta Elekta prawie przerwał operator (mówią, że Publicznej), który wydarł się na na jakiegoś fotografa. Ludzie powinni panować jednak nad nerwami.
Odpaliłem Periscope. Wygląda na to, że będę się często posługiwał tą aplikacją.
Po imprezie knułem przez chwilę w różnym towarzystwie. Urodził mi się zresztą pewien pomysł, który – jeśli wypali – dostarczy bliźnim wiele radości. Na razie dostarcza mnie.
Zupełnie przypadkiem wpadłem na rodziców kolegi z podstawówki. I było to bardzo miłe spotkanie.

Tu mam informację, którą tabloidy by pewnie wrzuciły na swoje pierwsze strony, gdyby ją wcześniej znały – córka Prezydenta Elekta zgubiła w Wilanowie kamień z pierścionka. I to jest zła informacja, bo pierścionek bez kamyka (chyba nawet trzech) to nie to samo, co pierścionek z.

Po imprezie razem z Cyfrowym Szogunem i jeszcze jednym kolegą z Podlasia, odwieźliśmy Tęgi Łeb do Miasteczka i wróciliśmy do centrum. Znaczy czterech panów w garniturach mieści się w szóstce.

3. Spotkałem się z moim osobistym doktorem, który wypisał mi recepty na moje sercowe leki. Niech Bóg błogosławi szpital św. Rafała, bez wizyty w którym pewnie bym sobie nadciśnienia nie zdiagnozował i pewnie bym tych ostatnich miesięcy nie przeżył.
Przy okazji odzyskałem telewizor, bo kolega, któremu telewizor pożyczyłem właśnie się zaczął przeprowadzać. Pustka po samsungu 4K została jakoś wypełniona.

Wieczorem wpadliśmy z Bożeną do Krakena. Ale tylko na chwilę. Gdzieś zniknął kolega Krzystof. I to jest zła informacja.  

sobota, 30 maja 2015

29 maja 2015


1. Pierwszy (od dawna) raczej spokojny dzień. Obudziło mnie o jakiejś niechrześcijańskiej siódmej rano. A może nawet szóstej. Czyli po czterech godzinach snu. Poszedłem do „Perełki”. Kupiłem kiszone ogórki. Jednak gorsze niż te z Lidla.
Później poszedłem po bułki. Ale zanim bułki kupiłem miałem 40-minutową rozmowę o przyszłości Polski. Będzie dobrze, ale trzeba uważać.
Zjedliśmy śniadanie, Bożena pojechała do pracy, ja prowadziłem prowadziłem politykę informacyjną. Później miałem tajne spotkanie w prywatnych sprawach. Później znowu prowadziłem politykę informacyjną.
Prowadzenie polityki informacyjnej nie jest łatwe. Przeprowadziłem w życiu parę wywiadów i teraz słysząc, co mówię zastanawiam się jaki rozmówca będzie miał z moich słów pożytek. I kiedy czuję, że marny, jeszcze bardziej mnie to deprymuje. Więc gadam jeszcze gorzej. I to jest zła informacja.

2. Poszedłem się spotkać z kolegą, który powoli się staje coraz jaśniejszą gwiazdą warszawskiej polityki. Spotkaliśmy się pod Forum (jakkolwiek się teraz nazywa) i spacerkiem przeszliśmy na Nowy Świat. Na Nowym Świecie ja kupiłem nowego Eco dla Bożeny, on jakąś inną książkę i się rozstaliśmy. On poszedł udzielać wywiadu wPolityce, ja – do metra.
W metrze jeszcze nie było wody. Ale wciąż działał telefon. Na drugiej linii. Bo na pierwszej – nie.
Dojechałem do Woronicza i przesiadłem się na do tramwaju. W metrze strasznie dużo dziwnych typów ludzkich. Łącznie z karłem. Ciekawe jak zmieniło się jego życie od czasu, kiedy wszyscy poznali Tyriona Lannistera.
Odebrałem BMW 640d. Dzięki uprzejmości redaktora Pertyńskiego, który podzielił się ze mną swoim czasem. Mógłbym to auto mieć. Naprawdę. Mimo iż kosztuje pół miliona złotych.
Jadąc Puławską odebrałem z naprawy zepsutego macbooka. Teoretycznie, w ramach akcji serwisowej Apple wymieniło w nim kartę graficzną, ale znów przestała działać. Naprawa kosztowałaby tyle co nowy [nie tyle nowy, co taki sam]. Więc naprawiać go nie będę. I to jest zła informacja, bo jakoś byłem do niego przywiązany.

3. Pojechałem do Portu Czerniakowskiego, żeby się spotkać z dyrektorem Ołdakowskim, który czas temu kupił sobie łódkę. Łódka piękna. Dyrektor Ołdakowski ze sterem wygląda okazale. Przy wyjściu z portu stoi pomnik saperów. Stoi i się degeneruje. Pływanie po Wiśle jest nieco perwersyjne, ale nie potrafię zdiagnozować dlaczego. Było bardzo miło. Niestety przez korki nie zdążyłem do Faster Doga, gdzie chciałem sobie kupić marynarkę na wilanowską uroczystkość. I to jest zła wiadomość, bo następny pretekst do tego, żeby coś kupić będzie dopiero przed szóstym sierpnia.


piątek, 29 maja 2015

28 maja 2015


1. Bożena nauczyła się jeździć SVX-em. Więc nie musiałem jej odwozić. Próbuję się przyzwyczaić do pokampanijnej rzeczywistości, ale jest to trudne. I to zła informacja.

Sędzia, który miał w sobie coś z Chlebowskiego zdecydował o powrocie do polityki ministra Nowaka. Warunkiem jest chyba, żeby wpisywał do oświadczeń wszystko, co powinien wpisać.
Minister Nowak jako twarz kampanii Platformy Obywatelskiej? Czemu nie.
Ciekawe, czy liczba memów z Pendolino przekroczy setkę.

Poszła plotka, że PO wybory chce zrobić jak najszybciej. I to jest zła informacja, bo parę osób nie zdążyło się jeszcze porządnie wyspać.

2. Trafiłem do Krakena, gdzie nawiedził mnie kolega Szczepański. Przyniósł mi album o Porsche. Marka znam prawie 15 lat. Zastąpił mnie w krakowskim „Przekroju”. Później z „Przekrojem” trafił do Warszawy. I chyba pracował tam do końca.
Co jakiś czas słyszę plotki, że coś się z „Przekrojem” dzieje. Że ktoś, coś robi. Ale szybko się okazuje, że nic z tych plotek nie wynika. Muszę kiedyś odkopać zaczęty przed laty tekst o historii tygodnika. I skończyć. Zatrzymałem się na początku lat 70. I to jest zła informacja.
Właśnie mi się przypomniał Hajdarowicz, jego opowieści o tym, co z „Przekroju” będzie i to, co z jego planów wyszło. Ta beznadziejna aplikacja. Polityka kadrowa. Niesamowite w jaki sposób taki antytalent dorobił się pieniędzy.

3. Dotarł do nas redaktor Łomanowski, z którym przy chyba beczce piwa rozważaliśmy problemy zza naszej wschodniej granicy. Znaczy red. Łomanowski mówił, ja słuchałem. Później przyszła Bożena. Też słuchała. Bardzo było interesująco. Choć beczka (malutka i niepełna) piwa na dwóch to już zbyt wiele. I to jest zła informacja.  

czwartek, 28 maja 2015

27 maja 2015





1. Poszedłem do apteki, bo i się skończył sterydy do nosa. No i to że się skończył to była zła informacja, bo nim zauważyłem, że się skończył wydawało mi się, że go używam mimo iż go nie używałem i nie używając zrobiłem sobie drobne ku ku.

2. W aptece kupiłem steryd. Użyłem i od razu mi się zrobiło na tyle dobrze, że poszedłem do Faster Doga. Na miejscu się okazało, że się skończył świat. Znaczy, że zwycięstwo kandydat Dudy sprowadzi na okolicę wiele nieszczęść, bo kandydat Duda jest w jednej partii z ministrem Macierewiczem. Argumentu na takie dictum nie udało mi się znaleźć, więc wyszedłem.
Wpadłem do nowych sąsiadów na herbatkę. Tam poległym próbując obywatelowi Zjednoczonego Królestwa tłumaczyć sens pisania ustawy lustracyjnej. I to jest zła informacja.

Pojechałem na Nowogrodzka, gdzie odbywały się przygotowania do nie wiem czego. Zamieniłem dwa słowa z nie byle kim. I pojechałem oddać BMW.

3. Ze skrzynią manualną BMW to mam tak, że ciągle zamiast jedynki wkładam wsteczny. Co jest o tyle ciekawe, że i mój brat i Bożena miała problem z właśnie tym wstecznym.
Oddawanie BMW to samo z siebie zła informacja, ale oddawania M135i to informacja jeszcze gorsza.
Z Wołoskiej wieziono mnie przez dobrą godzinę na Wiejską. Korki były takie, że ho, ho. Na Wiejskiej wsiadłem w subaru mojego brata i pojechałem na Nowogrodzką. Tam się [po jakimś czasie nagle okazało, że blokuję wyjazd ministra Macierewicza, który z dużym zainteresowaniem podszedł do subaru mojego brata. Pomyślałem sobie, że gdyby Pawełek poznał osobiście ministra Macierewicza, to by może zmienił zdanie. Ale szybko do mnie dotarło, że by nie zmieni, bo ma je ugruntowane. I to jest zła informacja.
Prezydent Elekt rzucił był pisowską legitymacją. Krakowskiemu PiS-owi w końcu udało się go pozbyć. Chwilę to zajęło. 

środa, 27 maja 2015

26 maja 2015




1. No więc wstałem w tej nowej Polsce. Świeciło słońce. Nie miałem też kaca, choć właściwie nic w tym dziwnego, bo nic nie wypiłem. Złapałem się ostatnio na tym, że jak jest pretekst to nie piję. A piję na ogół bez pretekstu. Złą informacją jest, że się nad tym zastanawiam.

2. No i musieliśmy oddać telewizor. I tak przetrzymałem go strasznie długo. Ciężko się będzie przestawić na mniejszą rozdzielczość niż 4K. Chyba pójdę do jakiegoś sklepu i kupię Samsunga UHD. Powinny tanieć, bo teraz jest moda na SUHD. Nasz osobisty telewizor jest w pewnym miejscu, którego nie mogę wymienić, ale kiedy będę mógł, to się będę tym chwalił. Na razie w miejscu po telewizorze zieje pustka. I to jest zła informacja.
Wielkieś mi poczyniła pustki w domu moim.
Tak mi się skojarzyło, ale to chyba nie jest śmieszne.

3. Przyjechałem na Nowogrodzką. Odbywało się tam nerwowe licznie głosów, bo przez chwilę różnica niebezpiecznie spadła. Nerwowość nie trwała zbyt długo, bo się szybko okazało, że różnica jest wystarczająco duża.

Wpadłem do Muzeum Powstania zobaczyć jak stamtąd wygląda kraj. Uraczono mnie tam dykteryjką, której nie można powtarzać. Ale wpisuje się ona w narrację ministra Sienkiewicza – „Państwo praktycznie nie istnieje”. Pokazałem dyrektorowi Ołdakowskiemu Passata, ale nie był jakoś specjalnie zachwycony. Najwyraźniej zbyt wysoko podniosłem poprzeczkę, żeby zwykły nawet bardziej niż dobry samochód robił wrażenie.

Zawiozłem brata do Mordoru, w miejsce porzucenia przeze mnie we czwartek SVX-a. Trochę go przysypały liście. Później, obwodnicą pojechałem do kolegi Kuby na Żoliborz, gdzie potaniały nieruchomości, bo spora część mieszkańców chce je szybko sprzedać, udać się do portu lotniczego w Modlinie i odlecieć w świat, gdzie nie będzie strachu przed Polską Giertycha i Kamińskiego. Tfu, Polską chorych z nienawiści PiS-owców. Z kolegą Kubą zwiedziłem chyba Izabelin i wróciłem do domu. Nie zdążyłem przed zamknięciem apteki. I to jest zła informacja, gdyż skończył mi się steryd do nosa i nie jest dobrze.

W „Czarno na białym” w materiale o porażce PO przemazał się obywatel prezydent Jóźwiak. Uśmiechnięty. Z komentarza wynikało, że się uśmiechał, kiedy zaczynało być wiadomo, że pan Prezydent przegra. I to jest zła informacja. Nie należy się za bardzo uśmiechać na pogrzebach, bo to nieładnie.  

wtorek, 26 maja 2015

25 maja 2015



No i znowu mało co napiszę.

1. Tu miał być opis jazdy Passatem do Krakowa i z powrotem. Z naciskiem na sytuację, w której, w Słomnikach o mały włos nie walnąłem w skręcającego w lewo jegomościa. I, że uratował mnie przed tym system w samochodzie, który służy wykrywaniu zagrożeń.
Złą informacją jest, że systemy rozrywkowe nowych samochodów są tak wciągające, że trzeba w samochody wkładać systemy, które zastępują kierowcę.


2. Tu, z kolei miało być o wieczorze wyborczym sztabu Andrzeja Dudy. O niedoszłym alarmie bombowym, torcie Bronisława Komorowskiego, wielkim nieobecnym i licznych obecnych, do końca nie jestem pewien, czy złą informacją było to, że w najważniejszym momencie padł mi telefon, czy to, że łosoś był taki sobie.

3. Na koniec opisałbym wieczór 300polityki, kilka ważnych rozmów, pijanego kolegę Zbroję, czarodziejskie kubki, wycieczkę na Krakowskie Przedmieście, rozmowy z redaktorem Modelskim.
Tu złą informacją by był minister Kamiński na którego wspomnienie wciąż mnie trzęsie.

Niestety nie mam siły, żeby to wszystko opisać I to jest naprawdę zła informacja.  

poniedziałek, 25 maja 2015

24 maja 2015


Przepraszam bardzo, ale po dzisiejszym wieczorze za bardzo jestem zmęczony, żeby się rozpisywać.

1. Zaspałem, wstałem, wsiadłem do BMW i ruszyłem do Katowic, gdzie na lotnisku znany kierowca Małysz miał się ścigać samochodem MINI z samolotem nie znanej mi marki.
Wyjechałem spóźniony jakieś dwie godziny. Zadzwoniłem do skądinąd sympatycznego PR-owca, który wszystko ogarniał, że się spóźnię. Powiedział, że oddzwoni czy się uda mnie na to lotnisko wprowadzić. Jechałem sobie spokojnie, mając świadomość, że nie można przekraczać prędkości, bo będzie źle. Poza tym byłem półprzytomny. Jechałem i jechałem. Za Jankami Polska w budowie. Ciekawe, czy jak już zostanie zbudowana, ktoś przerobi aleję Krakowską w aleję w starym stylu. Z drzewami, szerokimi chodnikami.
No i jechałem, i jechałem. Dojechałem za Rawę, kiedy PR-owiec zadzwonił, że mnie na imprezę nikt nie wpuści, więc nie ma sensu, żebym jechał. No i to jest zła informacja. Bo to już druga motoryzacyjna impreza na którą w tym tygodniu nie dojechałem.

2. Skoro już nie miałem po co jechać do Katowic, to odbiłem w prawo, żeby się dostać do A2. Przejechałem przez Skierniewice. I muszę przyznać, że Skierniewice ze wschodu na zachód są dużo większe niż z północy na południe. A przynajmniej tak mi się wydaje. Jadąc przez Skierniewice słuchałem Matysiaków. Mam wrażenie, że drugi raz w życiu. Tym razem nie nabijano się z pani Waltzowej.
Autostradą dojechałem do Makro. W Makrze – warto pamiętać – w środku stoją odblokowane wózki. Odblokowane, czyli niewymagające pieniążka.
Z Makro pojechałem do Lidla. W zasadniczo nie działo się tam nic interesującego.
W domu się okazało, że kupiłem nie takie krewetki, jak chciałem. I to jest zła informacja, bo przez to nie wyszła mi kolacja.

3. Wieczorem poszliśmy do Krakena. Gdzie spędziliśmy bardzo przyjemny czas z kolegą Krzysztofem i jego nowym piwem. Naszła mnie konstatacja, że ostatnio bardzo rzadko bywałem w Krakenie. I to jest zła informacja. Bo każdy mieszczanin powinien mieć miejsce, gdzie go można codziennie spotkać.  

niedziela, 24 maja 2015

23 maja 2015


1. No więc wciąż trwa cisza. Więc nie mogę napisać reportażu życia z 24 (+3,5) godzin podróży przez Polskę. I to jest zła informacja.

2. Zostałem bohaterem tekstu redaktora Czuchnowskiego. Plus osiem do fejmu. Jeżeli się okaże, że tekst był również w papierze – plus dwanaście.
Jeżeli tekst przeczyta się niezbyt dokładnie można odnieść wrażenie, że jestem młodym działaczem krakowskiego PiS-u.
Mój były kolega Skoczylas opowiadał anegdotę, że kiedy dnia pewnego Правда napisała, że w jakimś mieście obwodowy komitet partii mieści się przy alei Marksa, to przez noc przeniesiono go z alei Lenina na aleję Marksa, bo przecież Правда się nie może pomylić.
Pozostaje mi więc szybkie wpisanie się do krakowskiego PiS-u najlepiej od razu z 15 -letnim stażem.

Redaktora Czuchnowskiego znam osobiście od 11 grudnia 1991 roku. Od pożaru Krakowskiej Filharmonii. Otóż było tak, że wyszedłem ze szkoły, usłyszałem, że płonie Filharmonia, zacząłem ten pożar fotografować, podszedł do mnie red. Czuchnowski, zapytał, czy bym chciał te zdjęcia opublikować w gazecie, wsiadłem w taksówkę, pojechałem do domu, wywołałem film, zrobiłem odbitki, wsiadłem w taksówkę, pojechałem do drukarni na aleję Pokoju, nie bez kłopotów wbiłem się do środka, znalazłem red. Czuchnowskiego, pokazuje mi zdjęcia, a on na to, że już nie są potrzebne. Zostałem więc z tymi zdjęciami, jak Himilsbach z angielskim.
W każdym razie red. Czuchnowskiemu powinienem być wdzięczny, bo utwierdził mnie wtedy w przekonaniu, że świat nie jest tak fajny, jak się może wydawać.

Redaktor Czuchnowski w perfidny sposób zmanipulował moje napisane na 3neg słowa. Ja napisałem, że „Konferansjer mnie excusez le mot – wkurwiał”, w artykule ostatnie słowo zostało sprowadzone do „wkur…’. Uważam, że ta podła manipulacja miała na celu uderzenie w moją osobę. Jeżeli coś piszę, że co mnie wkurwia, to znaczy, że nie chcę tego opisać innymi słowami. Zamiana części wkuwu w trzy kropki robi ze mnie osobę nieprzekonaną do własnych sądów.Czyli niewiarygodną. I to jest zła informacja. Rozważam kroki prawne. Gdyby ktoś z czytających prawników był zainteresowany – zapraszam do kontaktu.

Redaktor Czuchnowski wyciągnął mojego tweeta ze zdjęciem roznegliżowanego komedianta Karolaka. Dobrze, bo chciałem się z jego umieszczenia tłumaczyć panu Buczkowi, którego oburzył.
Tłumaczenie jest proste, ale wrócę do niego, kiedy cisza wyborcza się skończy.

3. Przez większość dnia jeździłem autobusem, którego kierowcy wierzyli w nawigację nie bardzo potrafiąc się nią posługiwać. No i muszę stwierdzić, że drogi w interiorze mamy kiepskie. Takie, jak w latach 90. i to jest zła informacja.  

sobota, 23 maja 2015

22 maja 2015


1. No i znowu jest cisza wyborcza, i znowu nie wiem co robić. Do tego mam problem polegający na tym, że tak właściwie (w sobotę po piątej rano) nie skończyłem czwartku. W związku z tym, że ten czwartek ma już ponad 44 godziny i całkowicie zjadł piątek ograniczenia w tematach, które mogę opisać są złą informacją.

2. Miałem ambicje pojechać rano pociągiem do Wrocławia, żeby jednak pojeździć elektrycznymi volkswagenami. Niestety – zaspałem. I to jest zła informacja. Z tym snem, to mi się strasznie dziwnie porobiło. Kiedy odbierałem BMW M135i przypomniało mi się, że parę miesięcy temu mówiłem, że jeżeli nie prześpię dziewięciu godzin, to jestem nieprzytomny. Teraz, jeżeli udało mi się przespać w sumie dziewięć godzin od początku tygodnia – to duży sukces.
M135i – bardzo fajny samochód. Niestety cała moja energia szła w to, żeby się nie zabić. Więc nie byłem za bardzo w stanie docenić tego auta. I to też nie jest dobra informacja, choć istnieje szansa, że odpocznę i wszystko się zmieni

3. Napiszę jedną rzecz, która mi się przypomniała podczas oglądania debaty. Otóż w podstawówce (raczej na początku) była taka zasada, że jeżeli ktoś dotknął coś obrzydliwego, żeby zdjąć z siebie odium, musiał dotknąć tym czymś kogoś innego i wypowiedzieć zaklęcie: dwa, pięć od syfa.
Podczas debaty nikt nie użył zaklęcia. I to chyba jest zła informacja.


piątek, 22 maja 2015

21 maja 2015


1. Wymieniłem jednego volkswagena na drugiego, czyli Tuarega na Passata. Tuareg bardziej niż w porządku. Passat kombi. Passatem pojechałam na Pragę. Konkretnie na Mińską, przy której była konwencja podsumowująca kampanię kandydata Dudy. 

Niby miałem słuchać przemówień, ale zadzwonił dyrektor Ołdakowski i zamiast słuchać zająłem się knuciem. Ale zanim się zająłem knuciem dyrektor Ołdakowski oznajmił mi, że Negatywy są depresyjne. I – tak właściwie – słabe. I to jest zła informacja, bo i bez tego przez głowę przechodziła mi parę razy myśl, żeby przynajmniej do niedzieli zawiesić pisanie. 

2. Przez cały dzień i część nocy zajmowałem się geopolityką. I to jest zła informacja, bo przez tę geopolitykę nie pojechałem do Wrocławia na prezentację elektrycznych volkswagenów. Samochody ponoć świetne a towarzystwo doborowe. Ważne, że problem geopolityki udało się rozwiązać.

3. Aktor Poniedziałek wygłosił oświadczenie na fejsbuku, że kiedy Duda zostanie prezydentem, w szkołach przestaną uczyć o Darwinie. Wpis podało dalej wielu – wydawać by się mogło – rozsądnych ludzi. 
Wzmożenie na fejsbuku jest szaleńcze. Towarzystwo chce uratować Polskę przed PiS-em. Nie zauważając, że to, co przez ten PiS rozumieją stoi za prezydentem Komorowskim. Stoi w osobach ministra Kamińskiego, mecenasa Giertycha i innych. 

Nikt z towarzystwa nie zauważa, że minister Kamiński walczy z PiS-em, cytując swoje własne słowa z czasów, kiedy w PiS-ie jeszcze był. I to jest zła informacja. 

czwartek, 21 maja 2015

20 maja 2015


1. Przypomniała mi się taka historia sprzed prawie ćwierćwiecza. Do redakcji „Gazety Krakowskiej” przychodził praktykant o nazwisku (o ile pamiętam) Marzec. Zanim zaczął przychodzić do „Gazety Krakowskiej” praktykował w „Tempie”. Z tego czasu pochodzi legenda jak redaktor naczelny „Tempa”, Ryszard Niemiec ryknął: Panie Marzec, jeżeli pan pisze, że [tu nazwa pierwszego klubu z ligi okręgowej] zremisował z [tu nazwa drugiego klubu z ligi okręgowej] 0:0, to proszę nie pisać, że do przerwy było 0:0.
Budynek przy Wielopolu, gdzie mieściły się wtedy redakcje obu gazet przed wojną mieścił „IKC”, ale wcześniej powstał jako dom towarowy. Z wielkim, przez wszystkie piętra holem w środku. Więc ryki redaktorów naczelnych było bardzo dobrze słychać.
Jak napisałem, z „Tempa” Marzec trafił do działu miejskiego „Gazety Krakowskiej”. Wydaje mi się, że wtedy już „Krakowska” z Wielopola przeniosła się na Warneńczyka. No i w tym dziale miejskim strasznie się męczył. Znaczy, nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że się męczy. Strasznie się starał ale mało co z tego wychodziło. Trwało to chwilę, aż nad praktykantem Marcem pochylił się mój były kolega Skoczylas. I z dobrego serca poradził mu, żeby raczej przestał wierzyć w to, że coś osiągnie w mediach, bo talentu nie ma, a wręcz przeciwnie.
Praktykant Marzec się obraził. I znikł.
Jakiś czas później mój były kolega Skoczylas opowiadał, że spotkał praktykanta Marca, który przestał być praktykantem. Został sprzedawcą i świetnie sobie radził. Był szczęśliwy, bo znalazł swoje miejsce na świecie. Podziękował za to serdecznie mojemu byłemu koledze Skoczylasowi.

Historia mi się przypomniała, kiedy zobaczyłem film z wizyty kandydata Dudy w Springerze. Konkretnie z tego, jak zaskoczył go redaktor Lis. No i wtedy sobie pomyślałem, że ktoś powinien chyba powiedzieć biuru prasowemu PiS-u, że może powinno jednak poszukać sobie jakiegoś miejsca w życiu, bo to, czym się nie zajmują wyraźnie im nie wychodzi.
Istnieje niestety poważna obawa, że biuro nie ma aparatu, by z takiej rady skorzystać. I to jest zła informacja.

2. Była burza. Zmokłem. I to jest zła informacja. Ale dla zrównoważenia mam dobrą – mimo niedomkniętych okien w SVX-ie nie nalało się do środka. Rację pewnie miał kolega Podłoga mówiąc, że w tym samochodzie można palić w deszczu.

W telewizji zauważyłem dawno nie widzianego prezydenta obywatela Jóźwiaka. Niestety nie mogłem znaleźć pilota i nie wiem w sprawie czego tam się pojawił.

3. Pojechałem z kolegą blogerem Rybitzkym do Lidla, znaczy jadąc do Lidla podwoziłem kolegę blogera Rybitzky'ego do domu. W Lidlu zasadniczo nic specjalnego nie było. Poza ogórkami małosolnymi (które okazały się całkiem niezłe). Za to kolega Rybitzky opowiedział mi wiele ciekawych rzeczy o Ursusie. Wcześniej, kiedy wyjeżdżałem z Lidla w prawo zawsze się w tym Ursusie gubiłem. Teraz, dzięki Rybitzky'emu to się nie powtórzy. I to jest zła informacja, bo będzie mi tych przygód brakować.  

środa, 20 maja 2015

19 maja 2015


1. Generalnie od rana nie było dobrze. Z niewiadomych przyczyn wszystko mnie bolało. Do tego miałem wrażenie, że każdemu, kogo spotkałem zdechł pies, albo coś w tym stylu. Stan ten utrzymywał się do popołudnia.
Pan Prezydent spotkał się z działaczami PO w Nowohuckim Centrum Kultury. Do NCK chodziłem kiedyś na zajęcia. Znaczy – informatykę. Trzydzieści lat temu. Byłem tam parę razy. Nic nie pamiętam poza tym, że gdzieś przy przystanku stała buda z grami telewizyjnymi i były tam Asteroidy. Konferansjerem imprezy pana Prezydenta był poseł Fedorowicz. Radził sobie kiepsko. I to jest zła informacja, bo to bardzo sympatyczny człowiek.
Na zewnątrz ponoć była demonstracja przeciwników pana Prezydenta. Liczniejsza, niż goście w środku. Ktoś, no dobra, nie bójmy się tego słowa – minister Kamiński, musiał pójść po rozum do głowy i zalecić, żeby pan Prezydent spotykał się wyłącznie ze sprawdzonym partyjnym aktywem. Jest wtedy przewidywalny.

2. Kiedy zegar wskazał siedemnastą odwiozłem bratu SVX-a. Oglądałem przy okazji jego skuter marki BMW. Właściwie pierwszy raz. Porządny skuter.
Wróciłem do domu i nawiązałem kontakt z nowymi sąsiadami. Było bardzo miło. Muszę popracować nad moją pasywną znajomością angielskiego. Teraz cache wypełnia mi się przy trzecim zdaniu. Albo go zwiększę, albo jakoś spróbuję poprawić wydajność jednostki centralnej.
Nie wiem jeszcze jak. I to jest zła informacja.
Przyszła przesyłka od pana marszałka Sikorskiego. Zasadniczo miała to być Konstytucja z autografem. Przyszła Konstytucja z faksymile. Nic to. Przyda się, bo ostatnio często do Konstytucji sięgam. Bardzo ciekawa, choć dość hermetyczna lektura.

3. No i z konieczności obejrzałem „Tomasz Lis na żywo”. Najbardziej ostatnią część. Wiedziałem, że kiedyś przyjdzie dzień, kiedy Lis przesadzi. Nie wpadłem na to, że pociągnie za sobą nową twarz kampanii pana Prezydenta – artystę Karolaka, który z kolei będzie się uwiarygadniał Agnieszką Holland. A do tego wszystkiego sytuacja będzie rimejkiem sceny z piosenkarzem Koraczem z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”.
Najwyraźniej wyobraźni mi nie staje. I to jest zła informacja.



wtorek, 19 maja 2015

18 maja 2015



1. Najpierw trzeba było wstać. I to jest zła informacja.

2. Potem wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do Berlina, żeby odstawić dziewczyny. Najpierw autostradą. Wolności. Ciekawe, czy gdyby pan Prezydent miał chomika to też by go nazwał Wolność. Albo Freiheit, jak autostradę A12. Kiedy tak sobie jechaliśmy młodzieżówka PO w ramach obrony wolności przez PiS-em siedziała w klatkach. Generalnie nie ma się zbyt dobrego zdania o partyjnych młodzieżówkach. Ale pomysł, żeby w siedzieć w klatce protestując przeciw temu, że za marihuanę wsadzać się będzie do więzień, jednocześnie będąc związanym z partią, która rządzi o lat ośmiu i przez te osiem lat jej rządów wsadzono do więzień za marihuanę więcej ludzi, niż liczy cała ta młodzieżówka – jest bardziej niż kuriozalny. I to jest zła informacja.

3. Później jechaliśmy trasą koło Treptower Park. Jechałem po raz pierwszy za dnia. I faktycznie po drodze była aleja platanów. Dojechaliśmy. Udało mi się nawet jakoś zaparkować. Tyle, że musiałem nawrócić, bo przepis (nie wiem, czy niemiecki, czy berliński) mówi, że równolegle parkować można wyłącznie zgodnie z kierunkiem jazdy. Znaczy zawsze po swojej prawej.
Swoją drogą nie wiem, jak jest na jednokierunkowych.

Rozładowaliśmy się, później podrzuciliśmy dziewczyny do parku na winnej górce i ruszyliśmy zurück. Muszę przyznać, że nawigacja w Tuaregu nie jest jego najmocniejszą stroną. Albo ja jakiś głupi jestem. W każdym razie parę razy chciała mnie koniecznie prowadzić pod prąd. Ale się nie dałem sprowokować.

Ropa w Berlinie po 5 zł. Czyli taniej niż na stacji po polskiej stronie granicy przy autostradzie. Kiedy w końcu udało nam się już z miasta wyjechać, poszło już szybko. I bezboleśnie, bo samochód spalił osiem litrów. Później było gorzej, bo się okazało, że pakowanie zajęło zbyt wiele czasu. I zasadniczo w dwie godziny (i kwadrans) muszę przejechać 400 km.
No i się nie udało. Ale to nie jest najgorsza informacja. Bo najgorsze było, że za mało zatankowałem. I straciliśmy dobre 15 minut na Orlenie, gdzie wszyscy kupowali hot-dogi i działała tylko jedna kasa. Jestem gotów płacić więcej za paliwo, byle tylko na stacji nie sprzedawano hot-dogów.  

poniedziałek, 18 maja 2015

17 maja 2015


1. Powtórka z rozrywki. Położyłem się wcześniej i wcześniej mnie obudziło. Nie na tyle wcześniej, żeby zdążyć na pociąg za pięć szósta, więc pożytek z tego był żaden. Obejrzałem sobie Tak czy Nie no i dotarło do mnie, że chyba przeceniałem Marcina Celińskiego. Strasznie dużo ludzi, strasznie dużo stawia w tych wyborach. I to jest zła informacja.

2. Kupiłem sobie do pociągu „Plus Minus”. Zanim przyjechał, przeczytałem wywiad ze Stanowskim. Kiedyś mówiąc takie rzeczy człowiek z automatu stawał się PiS-owcem. Dziś – niekoniecznie. I tego chyba nie potrafią zrozumieć orły z PO.
Pociąg przyjechał. Wbiłem się do cudzego przedziału, bo mi się numer miejsca pomylił z numerem pociągu. Obyło się bez awantury. Znalazłem własne miejsce i udałem się do Warsu. W
Warsie siedział znany reżyser. Siedział i – jak na człowieka Kultury (przez duże K) przystało – popierał Bronisława Komorowskiego. Popierał zajmując z jakąś panią czteroosobowy stolik. A wiadomo, jak to w Warsie – miejsc zbyt mało. W końcu przyszła para Niemców i wywarła na słynnym reżyserze presję. Reżyser się przesunął i Niemcy się dosiedli. Zgoda i bezpieczeństwo.

Obok przy dwóch stolikach siedziała grupa wracających z jakiegoś firmowego spędu. Część jednego stolika dzieliła się z resztą doświadczeniami z wizyty w „knajpie u Gesslerowej”. Największe wrażenie zrobił kibel i cena alkoholu. Sama pani Gessler bywa w weekendy, więc nie mieli szansy jej spotkać. Ale zasady, którym hołduje w swoim telewizyjnym programie wprowadziła. Swoją drogą, myślałem, że nikt „Kuchennych rewolucji” nie traktuje już poważnie. A tu taka niespodzianka.
Chciałem czytać wywiad z dr. Żukowskim, którego pamiętam z wizyt w „Ozonie” jako bardzo sympatycznego pana, ale zacząłem czytać o efektach tweetu posła Wojciechowskiego. Cóż, nie każdy może tak szybko ogarnąć problem 140 znaków. „Złota klatka”, jeżeli nie mieści się nam „złota” staje się „klatką”. Ale to i tak nie powód do jazdy jaka się rozpętała na tajmlajnie.

Dojechałem, wysiadłem. Pojechaliśmy kupić akumulator do kosiarki. Akumulator nie pasował, ale udało mi się kosiarkę odpalić. Pojechałem po paliwo. Wróciłem. Zacząłem kosić. Zaczęło lać.Kosiłem moknąc aż spadł mi pasek napędzający kosisko. Poddałem się. I to jest zła informacja, bo twardy powinienem być.

3. Postanowiłem ruszyć Suburbana, bo auto się psuje jak stoi. Nie jak jeździ. Pojechałem do Ołoboku i z powrotem. Skrzynia się trochę ślizgała, ale nie było źle. Kiedy wróciłem zadzwonił sąsiad Tomek, że widział mnie jak przejeżdżałem i żebym koniecznie wpadł. No to dolałem paliwa i jeszcze raz pojechałem. No i u Tomka skrzynia przestała działać. Znaczy auto zaczęło jeździć wyłącznie do tyłu. Bo do przodu nie zapinało biegu. Cóż było robić. Wróciłem pięć kilometrów na wstecznym. Nie byłoby to takie trudne, żeby nie jeden problem. Otóż samochód nie ma z tyłu porządnych świateł. Czyli po zmroku prawie nic nie było widać. Dojechałem jednak jakoś. Na miejscu się okazało, że Suburban znowu zaczął jeździć do przodu. Kiedyś – mam nadzieję – zrozumiem jak działa automatyczna skrzynia biegów.

Skosiłem jeszcze trochę. Tym razem w parku, przy świetle latarki, bo reflektor kosiarki z niewiadomych przyczyn przestał działać. I to jest zła informacja, bo bez reflektora w kosiarce życie jest trudniejsze.  

niedziela, 17 maja 2015

16 maja 2015


1. Nie jest dobrze. Tak głęboko wszedłem w tryb „pięć godzin snu”, że kiedy w końcu udało mi się położyć przed drugą i tak zerwało mnie chwilę po szóstej. Ciężarówki ponoć mają międzybiegi. Ktoś mi kiedyś próbował nawet tłumaczyć jak to działa, ale jakoś nie udało mi się tego ogarnąć. Więc tylko sobie międzybiegi wyobrażam. No i te moje wyobrażenia skojarzyły mi się z obracaniem z boku na bok w łóżku. Udało mi się chyba leżeć na wszystkich ośmiu międzybokach.
W końcu wstałem. I bez śniadania udałem się na front walki o moje lepsze jutro. I to jest zła informacja, bo jak na fejsbuku wciąż podkreśla dyrektor Zydel – śniadanie to podstawa.

2. Dzieci Pana Prezydenta wystąpiły w spocie wyborczym. Media zachwyciły się, że film wyprodukowały Dzieci Pana Prezydenta same. Żadne z polskich mediów (chyba, że jakieś, a ja nie zauważyłem) nie zaprosiło fachowca, żeby przeanalizował jakość rzeczonego spotu. Wszyscy grzali, że to twórczość osobista. Jest to o tyle zabawne, że w opisie filmu Dzieci Pana Prezydenta same napisały, że spot zrealizowały z pomocą przyjaciół filmowców. Po mieście już chodzi informacja o tym, kto film zrobił. Ciekawe, czy jeśli kiedyś ta informacja się potwierdzi, to zachwycający się jego amatorskością jakoś skomentują swoją dziwną w nią wiarę.
Ciekawe? Nieciekawe. Wiadomo, że nikt o tym nie będzie pamiętał. I to jest zła informacja.

W każdym razie pomysł dobry. Ale jak zauważył pewien kolega – zaorany przez słowa pani Prezydentowej u red. Olejnik w radio Zet: Emigracja to szansa.

3. Bożena z dziewczynami pojechała na wieś. Ja poszedłem do Krakena. Pogadałem z kolegą Krzysztofem, wypiłem cztery piwa i na zerwanym filmie wróciłem do domu, napisałem Negatywy i padłem. Jednak zmęczony jestem potwornie. I to jest zła informacja.
A mogłem pójść na pl. Zbawiciela i na własne oczy oglądać zakatarzonego prezesa medialnego koncernu. Katar u prezesów spółek giełdowych może spowodować niestrawność u akcjonariuszy.   

sobota, 16 maja 2015

15 maja 2015




1. Dzień zrobił mi Kamil Sikora z natemat.pl Otóż namaścił mnie na członka sztabu kandydata Dudy. Natemat.pl to wielce opiniotwórczy portal. Nie upłynęło 45 minut, kiedy zadzwoniła do mnie pierwsza agencja PR z delikatnym pytaniem, co mam zamiar robić po wyborach. Telefonów było kilka. Większość z niezbyt określonymi gratulacjami. Cóż, jak się domyślam zamiarem człowieka Sikory raczej nie było podbijanie mi fejmu. I to jest zła informacja.

2. Bożena w końcu dała się namówić na jazdę SVX-em. No i jak się dała namówić, to się okazało, że się jej całkiem dobrze jedzie.
JA pojechałem po Tuarega. Mytaxi. Z jakąś promocyjną zniżką. Z ty, że wcześniej popełniłem strategiczny błąd. Gdybym kliknął ciut w lewo, to kierowca by nie stał przez czterdzieści pięć minut w korku. W każdym razie Tuareg okazał się bardzo interesującym samochodem.
No i zacząłem się zastanawiać, czy gdyby Tuareg był Cayenne z tym samym sześciocylindrowym silnikiem, to czy bym narzekał. Podejrzewam, że tak. I to jest zła informacja.

3. Zmusiłem dziewczyny do oglądania pierwszego odcinka „Twin Peaks”. Milna nie podniosła głowy znad iPhone'a. Tośka, która właśnie się pozbyła nazębnego aparatu – zaczęła oglądać.
Ćwierć wieku temu odcinek ten zrobił na mnie gigantyczne wrażenie. Teraz miejscami wyglądał jak polski serial z końca lat dziewięćdziesiątych. I to jest zła informacja.  

piątek, 15 maja 2015

14 maja 2015



1. Trzask, trzask, brum, brum, brum, brum, brum, brum, brum, trzask, trzask, brum, brum, brum brum, brum, brum, brum, brum, brum, piiiiiiiiiiiiiiiiiiii, brum, brum, brum, trzask. Innymi słowy zawiozłem Bożenę do pracy i pojechałem na Nowogrodzką posłuchać konferencji kandydata Dudy. Piiiiiiiiiiiiiiiiiiii znaczy, że samochód mojego brata nie ma ABS i jest to zła informacja.

2. Po konferencji pojechałem po dziewczyny do ich prababci na Asfaltową. Pojechaliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie czekał na nie przewodniczka o imieniu Angela. Dyrektor Ołdakowski wpadł na pomysł, że dobrze by było, żeby dziewczyny oprowadzone były po niemiecku, bo mam wrażenie, że zaczynają dzielić rzeczywistości. Czyli to, co słyszą w Polsce po polsku nie miesza im się z tym, co słyszą w Berlinie po niemiecku. I jeszcze parę lat i będ przekonane, że faszyści okupowali Niemcy. A, że robili to najdłużej, to Niemcy są najbardziej poszkodowanym krajem świata. Sophie Scholl über alles.
Dziewczyny poszły zwiedzać, a ja czekałem na dyrektora Ołdakowskiego, który siedział obok prezydenta obywatela Jóźwiaka na jakimś – przepraszam za wyrażenie – evencie.
Przejrzałem „Politykę” (zupełnie nie pamiętam co w niej było, choć parę tekstów przeczytałem) (coś Passent napisał, że go zły Magierowski atakował) (chyba), przeczytałem „Super Express” (był jakiś test – ile twoje ciało ma lat, zacząłem go rozwiązywać, ale poległem przy liczeniu od stu do zera co siedem). W końcu przyszedł wicedyrektor habilitowany Gawin. I zaczęliśmy knuć. Poknuliśmy chwilę i przyszedł dyrektor Ołdakowski. Knucie z oboma panami to jedno z bardziej satysfakcjonujących działań, w jakich zdarza mi się uczestniczyć. Do pełnej satysfakcji brakowało mi jedynie alkoholu.
Kiedy siedziałem w tym Centrum Sterowania Wszechświatem zadzwonił dyrektor Zydel. Opowiedział, że spotkał się z Konsulem Generalnym w Lyonie. No i rzeczony pan Konsul Generalny rozpoznał go, jako bohatera Trzech Negatywów.
Byłem raz w Lyonie. Z ćwierć wieku temu. Pamiętam, że jest tam czegoś siedziba. Chyba Interpolu. W Lyonie mieszkał wtedy jakiś uczeń prof. Eminowicza. I miał forda Granadę. Teraz już jej pewnie nie ma. I to jest zła informacja, bo to bardzo porządny samochód.

3. Obcowanie z dyplomatami nauczyło mnie, że dzielą się oni na politycznych i fachowców (polityczni też mogą być fachowcami ale z rzadka). Pan Konsul Generalny wygląda na fachowca. Znaczy – placówka w Lyonie jest z jakichś powodów ważna. Może przez ten chyba Interpol. W każdym razie nie wygląda na to, żeby pan Konsul Generalny używał Twittera. I to też jest zła informacja

Wywarłem presję na dyrektora Ołdakowskiego, żeby zawiózł mnie do Audi na Połczyńską, bym mógł odebrać Tuarega. Czasu było mało. Dyrektor Ołdakowski pędził narażając życie i publicznie mienie w postaci swojego służbowego pojazdu. W połowie drogi dotarło do mnie, że jest środa – nie czwartek.
Dyrektor Ołdakowski nie pije, więc w prosty sposób nie uda mi się zrewanżować. Może mi się uda w sposób bardziej skomplikowany.

czwartek, 14 maja 2015

13 maja 2015




1. Najpierw trochę się najeździłem. Bo najpierw musiałem pojechać gdzieś, żeby się spotkać z kimś. Spotkanie się przedłużało, więc zaprosiłem kogoś do auta i pojechaliśmy zawieźć Bożenę do pracy. Wracając ustaliliśmy, co mieliśmy ustalić. I to jest dobra wiadomość.

Pojechałem oddać BMW. I to jest zła informacja. Tym razem nie widziałem żadnego i8, ale za to z pięć i3.

2. Wsiadłem w tramwaj i pojechałem na plac Unii Lubelskiej. W tramwaju czytałem tweety. Zauważyłem, że pan Prezydent postanowił zmienić konstytucję. I nawet wykonał w tym kierunku jakieś czynności. Przypomniało mi się, że parę dni temu w Polsacie (właściwie, to w Polsat News, bo Polsat właściwy przerwał transmisję) mówił, że konstytucję chcą zmieniać polityczni frustraci, po tym kiedy przegrają wybory. Trudno się z panem Prezydentem nie zgodzić.

Później się okazało, że ktoś zrobił z tego filmik w rzucił w sieć. Znaczy nie jestem jakoś wybitnie odkrywczy. I to jest zła informacja.

Przy Bagateli stało subaru mojego brata. Zacząłem wymyślać historię, jak projektowano okna w SVX-ie. Kiedy mi się uda, to ją zapiszę.

3. Wieczorem pan Olechowski opowiedział pani Pieńkowskiej, że platformiana akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum za JOW-ami, likwidacją Senatu, immunitetu i finansowania były jedynie ćwiczenia dla aktywistów partyjnych. Jak ktoś napisał „Zrobił Platformie małego Gyurcsany'ego”.

Zastanawiające, czy pan Olechowski chce poprzeć tzw. Partię Balcerowicza, czy dokonać zemsty na PO. Choć, tak naprawdę to chyba mam powody jego działania gdzieś.

Podobnie proplatformersko się zachował pan Prezydent, który podczas dziwnego spaceru po Warszawie zasugerował młodemu człowiekowi pytającemu go jak siostra ma kupić mieszkanie zarabiając 2000 złotych – żeby wzięła kredyt i znalazła lepszą pracę.

Słabo bierze się kredyt będąc na śmieciówce. Zresztą, gdyby nawet na etacie zarabiać te dwa tysiące, to pewnie zdolność kredytowa wystarczyłaby na jakieś siedem metrów mieszkania (w Warszawie). Zdolność kredytowa to słowa dość traumatyczne dla dzisiejszych trzydziestolatków. Ale skąd pan Prezydent ma to wiedzieć.

Źli ludzie mówili, że cały spacer ustawiony był tak, że sztabowcy na trasie rozstawiali ludzi, z którymi pan Prezydent miał rozmawiać. Pewnie kłamali. Choć z drugiej strony skąd pod Szpilką dwie starsze panie na wózkach, albo tylu facetów w ślubnych garniturach?
Skąd? Pewnie przechodzili. Z tragarzami.

W Gorzowie Wielkopolskim pewien nienawidzący PiS-u radiowiec powiedział mi jakiś czas temu, że kiedy widzi, że pan Prezydent wciąga powietrze, to drętwieje, bo się boi żenady po tym, kiedy usłyszy, co pan Prezydent powie. Ja powoli zaczynam się ze bać włączać telewizor. I to jest zła informacja.

Gdyby nie to, że (szeroko rozumiana) 300polityka nie może mi wybaczyć pewnego mojego niezbyt przemyślanego wpisu – być może byłby to popularny kampanijny news: Otóż z bardzo dobrego źródła (jest to źródło pojedyncze, choć lepszego nikt raczej mieć nie będzie) wiem, że jedyne, prawdziwe, potwierdzone konto córki kandydata Dudy to @DudaKinga

Inne – w tym tak popularne w kręgu warszawskiej lewicującej inteligencji – są fałszywe. Żeby tego nie zauważyć trzeba chyba nie mieć mózgu.  

środa, 13 maja 2015

12 maja 2015


1. Cisza wyborcza to dla mnie tak traumatyczne doświadczenie, że nie mogę się jakoś pogodzić z faktem, że już jej nie ma. I to jest zła informacja.
Zawiozłem Bożenę do pracy. Muszę przyznać, że 435d bardzo mi pasuje. Oj, jak bardzo. Ostatnio co auto – to zauroczenie.

2. Przyjechały z Berlina dziewczyny. Antek miał je podrzucić na Wilczą. Czekałem przed bramą. Nagle zmaterializował się dyrektor Ołdakowski wraz z rowerem marki Gazelle. Poknuliśmy chwilę, aż przyszła znajoma Dyrektora, z którą się umówił na obiad w Krakenie. Poknuliśmy chwilę we trójkę pod Nolitą. Aż przypomniało mi się, że chcę zaprezentować Dyrektorowi BMW. Zrobiło odpowiednie wrażenie. Wiem, że to niskie. Ale dużą satysfakcję daje mi obserwowanie, jak dyrektor Ołdakowski zazdrości mi samochodów. Chyba podobnie, jak ja mu jego szafki z trofeami.

Zastanawiam się, czy skoro BMW Polska udostępnia samochód (przedłużaną sióemkę) dyrektorowi Teatru Wielkiego, może by coś mniejszego zaproponowało dyrektorowi Ołdakowskiemu. Muzeum Powstania popularniejsze jest niż Opera pewnie z tysiąc razy. Ma do tego w zbiorach bardzo porządny motocykl BMW. Z przyczepą. Więc byłby pretekst to rozmowy.
Swoją drogą – już nie pamiętam czy to był obecny, czy poprzedni prezes BMW Polska – na spotkaniu z dziennikarzami przyznał ze wstydem, że dopiero w Polsce się dowiedział, że BMW produkuje motocykle. I dziwił się, że w Polsce są one aż tak popularne.
Chciałem mu wyjaśnić, że Polacy znają je od lat czterdziestych. Ale jakoś nie było okazji.

Kiedy na podwórku kontemplowaliśmy samochód bramę zaatakowała ekipa TVN. Weszli, po chwili wyszli, rozstawili się na chodniku i zaczęli kręcić setkę człowieka, którego twarz wydała mi się znajoma.
Odprowadziłem Państwa na róg i wracając przemazałem się w tle wypowiadającego się człowieka, którym się okazał Henry Foy, korespondent „Financial Times”. Strasznie się nam zrobiła światowa kamienica. W oficynie mieszka z kolei korespondent „Süddeutsche Zeitung”. Jeszcze by się jakiś Francuz przydał do kolekcji.
Przemazując się w tle pana Foya wystąpiłem w „Faktach”. Jednak nie na tyle ostro, żeby być rozpoznawalnym. I to jest zła informacja.

3. Okazało się, że kiedy knuliśmy z dyrektorem Ołdakowskim, dziewczyny zdążyły wejść do domu. Więc, gdybym nie zadzwonił, czekałbym do usranej śmierci.
Dziewczyny zaordynowały, bym dowiózł je do Złotych Tarasów, bo chciały pójść tam do kina. Udało mi się to zrobić. Później pojechałem na pod Pałac Prezydencki, by obejrzeć konferencję pani Szydło, która ustosunkowywała się do przedpołudniowego oświadczenia pana Prezydenta, w którym poparł on okręgi jednomandatowe. Pani Szydło prezentując pocięte kartki papieru pokazała, jaki pan Prezydent i jego partia miały wcześniej stosunek do inicjatywy JOW-ów. I kilku innych inicjatyw obywatelskich. Napisałbym, że Platforma jest tak Obywatelska, jak Unia była Demokratyczna. Ale robi się to już nudne. I to jest zła informacja.  

wtorek, 12 maja 2015

11 maja 2015



1. Jak tu wstawać, skoro nie ma „Kawy na ławę”. Dla porządku włączyłem TVN24. Reporter opowiadał o wnuczku, który z kolegą zamordowali babcię. Sąd rodzinny miał zadecydować, czy będą sądzeni jak dorośli czy – jak to był łaskaw powiedzieć reporter – ich przygoda zakończy się w poprawczaku. Przygoda.
Chwilę później była jeszcze jedna podobna wpadka, ale zapomniałem o co chodziło. I to jest zła informacja.

2. Ruszyłem do Krakowa spełnić mój obywatelski obowiązek. Pięć lat temu jechałem do Krakowa mazdą MX-5. Choć nie było to tak do końca pięć lat temu, bo to była druga tura. Czyli lipiec. Wtedy nie wygrał mój kandydat. Ostatnio, na europejskie jechałem BMW 640. I zakończyły się sukcesem. Wyjazd z Warszawy był dość prosty.
Zagęściło się za Jankami. Do Radomia spokojnie dojechałem w niecałą godzinę. Radom to miasto, które dało Warszawie kolegę Krzysztofa. Bez niego Poznańska tak szybko by się nie ucywilizowała. Mam nadzieję, że pani premier Kopacz przed dymisją zdąży rozruszać sprawę obwodnicy Radomia. Na razie udało jej się z rodzinnym Szydłowcem. To właściwie byłby niezły pomysł, żeby premierzy byli z różnych części kraju. Zajmowaliby się prostowaniem dróg w swojej okolicy, później kolej by przychodziła na inny kawałek Polski.
Zręby obok drogi wyglądają naprawdę nieźle.
Świętokrzyskie jest ma naprawdę niezłe krajobrazy.
Zresztą Małopolska też jest niezła. Na razie przerabiają drogę za Jędrzejowem wygląda to nieźle, choć można jajko znieść, jeżeli znajdzie się jakiś kierowca, który literalnie podchodzi do znaku z liczbą 50. Na wyprzedzających polują policjanci, którzy w związku z tym, że droga jak drut jest prosta – mają niezły widok.
Wjazd do Krakowa też ciężki. Wlokłem się za TiR-em, w końcu udało mi się go wyprzedzić na zakrętach w Michałowicach. Ale niestety jakiś przekonany o własnej wartości kierowca Q5 postanowił, że skoro jedzie z maksymalną dopuszczalną prędkością, to nie zjedzie na prawy pas. 435d ma ponad 300 koni. I naprawdę niezłą kontrolę trakcji, bo slalom jaki zrobiłem mógłby się skończyć ciekawie, acz nieprzyjemnie.
Tu będą dwa wezwania. Pierwsze – Ministrze Finansów, puknij się w łeb i przestań nakładać wyższą akcyzę na silniki powyżej dwóch litrów. Drugie – Obywatelu, jeżeli kupujesz sobie BMW z silnikiem diesla – dwa razy się zastanów, czy na pewno nie stać cię na trzylitrowy silnik. Pali mniej, auto jeździ jak trzeba, a procentowo w leasingowej racie różnica nie będzie aż tak wielka, jak przyjemność, której doświadczysz.

Dojechałem. Rakieta Gagarina wciąż jest zarośnięta. Oddałem głos. Tym razem nie było żadnych ankieterów. Pojechałem do ojca, który powoli przygotowuje kartony. Pewnie przed końcem wakacji wyjedzie do Hiszpanii. Kwota wolna jest tam na tyle wysoka, że prawdopodobnie nie zapłaci grosza podatku od swoich emerytur.

Pogadaliśmy chwilę i ruszyłem do Warszawy. Po drodze przeprowadziłem interesującą rozmowę z dyrektorem Ołdakowskim, który opowiadał, jak do Kukiza zacznie się teraz kleić bardzo nieciekawe towarzystwo, bo przed jesiennymi wyborami będzie musiał tworzyć struktury. I, że smutne jest to, że jedynie stare, duże partie są na to jakoś uodpornione.

Jechałem i jechałem. Ruch był dużo większy niż w przeciwną stronę. Skonstatowałem, że jeżdżę jak dziad. I to jest zła informacja. Na przykład zacząłem się przejmować poziomymi znakami drogowymi. A przez tyle lat miałem je gdzieś. Takim autem spokojnie bym mógł wykręcić na tej trasie, nawet przy takim ruchu dwie godziny. A ledwo zmieściłem się w czterech. No dobra, po drodze stanąłem, żeby narwać bzu. Ale nie zajęło mi to więcej niż dziesięć minut. Na obwodnicy Kielc miałem przygodę. Już chciałem przycisnąć, ale wyprzedzając czarną Insignię zobaczyłem charakterystyczną kamerę zamontowaną przy wstecznym lusterku. Wyhamowałem. I później z prędkością nieprzekraczającą 135 km/godz powoli odjeżdżałem panom policjantom. Jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się trafić na nagranie policyjne kamery. Skończy się, że kiedyś będzie to „Uwaga pirat”, czy jakiś inny równie kretyński format telewizyjny.

3. Wróciłem chwilę po ósmej. Pojechaliśmy na Nowogrodzką na wieczór wyborczy. I muszę powiedzieć, że to było bardzo ciekawe doświadczenie. Przecieki o zwycięstwie kandydata Dudy miałem od jakiejś czwartej. Przez cały czas opatrzone komentarzem – „ale to raczej niemożliwe”. Skoro ja te przecieki miałem, to pewnie wszyscy je mieli. Ale raczej w nie nie wierzyli. W każdym razie nie pamiętam czy kiedykolwiek byłem świadkiem takiej eksplozji radości tak dużej grupy ludzi.
No i mówiąc szczerze byłem przekonany, że wszystko się zakończy jakimś poważnym pijaństwem, a tu – cieniutko. Wytłumaczono mi, że w kampanii się nie pije, bo trzeba pracować. I to jest zła informacja. Ja tam przez lata nauczony byłem łączyć picie z pracą.
Tam, gdzie się teraz mieści PiS kiedyś był „Przegląd Sportowy”. Ciekaw jestem jakie czary odczyniono, że wżarty w mury styl życia nie zaraził pracowników biura.

No i z tego wszystkiego właściwie nie obejrzałem telewizyjnych wieczorów wyborczych. Ze wszystkiego zapamiętałem tylko Aleksandra Kwaśniewskiego, który powiedział Monice Olejnik, że obywatele mają dość [tu nie pamiętam przymiotnika] dziennikarskich twarzy. Twardziel.

Wracając weszliśmy do Krakena na piwo, gdzie było jakby pusto, jak na imprezie Komorowskiego pół godziny po ogłoszeniu wyników. –Wybory – wyjaśniła barmanka.


poniedziałek, 11 maja 2015

10 maja 2015


1. Mam wrażenie, że o świcie głos na Wilczej rozchodzi się inaczej, niż w ciągu dnia. Może to kwestia tła – braku konkurencji ze strony tramwajów, choć bardziej samochodów. Generalnie – Marszałkowskiej. Warszawa to strasznie głośne miasto. W Krakowie po warszawsku głośno jest chyba tylko w kilku miejscach przy Alejach.

Obudził mnie pijany gość wydzierający się: Stella!
Darł się przez – wg mojego wewnętrznego zegarka – dobrą godzinę. Poza imieniem wykrzykiwał jeszcze inne rzeczy, ale niezbyt wyraźnie. W końcu przyjechała Straż miejska i się nim zajęła.
Opisałem sytuację na Twitterze. Mam wrażenie, że mało kto rozpoznał w krzyczącym Stanleya Kowalskiego. I to jest zła informacja.

2. Postanowiłem, że się jeszcze zdrzemnę (w końcu mam urodziny). No i z tego wszystkiego wstałem koło czwartej. I to jest zła informacja.
Pojechaliśmy na Żoliborz do kolegi Kuby na ognisko. Po drodze wpadliśmy do Lidla. Można jeszcze kupić pozostałości hiszpańskiego tygodnia. W międzyczasie zrobiło się już ciemno. I to było ciekawe doświadczenie, bo ognisko ledwo się tliło, wokół z wrzaskiem goniła się bliżej nieokreślona liczba dzieci (i psów). I tak naprawdę trudno było rozpoznać z kim się rozmawia. Pomyślałem, że jakoś tak mogą wyglądać imprezy swingersów. Choć tam raczej nie biegają krzyczące dzieci. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Siedliśmy przy stole. Obok jakiś facet opowiadał historię o tym, jak uratował życie dwójce dzieci, które zjechały na rowerze z wału fortu Siergieja i wpadły na płot. Nastoletni chłopiec otwarcie połamał sobie rękę, sześcioletnia dziewczynka zdjęła sobie z głowy skalp. Facet, pijany, jakoś odreagowywał sytuację. Opowiadał, jak te dzieci znalazł, jak udzielał pierwszej pomocy, jak znalazł ich ojca, jak mu pociągnął z liścia, kiedy ten ojciec zaczął się idiotycznie zachowywać i jak na koniec zadzwonił do szpitala, by się dowiedzieć, że dziewczynka leży w narkozie, a chłopcu rękę poskładano. Był bardzo zdziwiony tym, że pogotowie przyjechało w ciągu kilku minut, bo do jego ojca nie zdążyło na czas. Kiedy skończył, zaczął nagle parodiować ś.p. Władysława Bartoszewskiego. W dość nawet zabawny sposób. Zebraliśmy się, bo jednak

3. Z Żoliborza pojechaliśmy na Kabaty. Urodziny tego samego, co ja dnia świętuje Patrycja – prawdziwa właścicielka Faster Doga. Pawełek, jej małżonek jest tylko jej pomocnikiem.
Państwo wróciło z właśnie z Nowego Jorku. Pawełek wykonał tam wiele zdjęć, które wrzucił na fejsbuka i bardzo się te zdjęcia wszystkim podobają. Osiągnęliśmy konsensus, że zdjęcia są efektowne i ze dwadzieścia lat temu wydrukowane jako pocztówki przyniosłyby Pawełkowi majątek. Ale normalnie Pawełek robi lepsze.
Przysłuchiwałem się dyskusjom gości. Rozmowy zeszły na politykę. Standardowym był kilkunastominutowy monolog, podczas którego na przykładach opowiadano jak w Polsce jest słabo i bez sensu zakończony stwierdzeniem że i się pójdzie zagłosować na Komorowskiego, bo gwarantuje stabilność.
To fascynujące, że wydawać by się mogło inteligentni ludzie nie widzą związku pomiędzy aktem głosowania a tym, jak działa Państwo. Ludzie nie mają pojęcia o konstytucji. I to jest zła informacja.  

niedziela, 10 maja 2015

9 maja 2005


Obowiązuje cisza wyborcza. I to są trzy złe informacje.

1. Kategoria: Dowcip z podstawówki: Pani w szkole pyta: –Jasiu, czemu masz takie zielone włosy?
Jasio wyciera ręką nos, później rękę wyciera we włosy. –Nie wiem – odpowiada.

Zrobiłem sobie coś takiego, tylko, że wyglądałem nie jak Jasio, tylko jak marszałek Jarubas. Bo we włosy wtarłem sobie biały ser.
Naszła mnie taka konstatacja: ludzie samotni mają gorzej, bo nie ma kto im powiedzieć o twarogu we włosach.


2. Wpadłem na chwilę do Krakena. Kolega Krzysztof patrzył na plecy redaktora Dudy zastanawiając się skąd go zna. Wyjaśniłem, że z telewizji, to sobie przypomniał.
Po drugiej strony ulicy parkował jakiś sąsiad Krakena. Sąsiad, który zwykle się awanturuje, wzywa Policję, pisze skargi. Przez chwilę wyglądało na to, że zatrzasnął sobie w samochodzie kluczyki. Już mieliśmy rozpocząć rozmowę o karmie, ale się okazało, że tylko sprawdzał, czy zamknął auto.
Koledze Krzysztofowi przypomniał się patent, który zauważył podczas swojej wycieczki do Ziemi Świętej. Czujnik głośności umieszczony przed knajpą. Jeżeli jest bezpiecznie – świeci się na zielono. Jeżeli towarzystwo zaczyna hałasować – żółto. Czerwono, jeśli przesadzi. A wszystko z wulgarnym opisem po angielsku.
Urodził się pomysł, żeby czujnik połączyć ze zraszaczami. Czyli, jeśli towarzystwo hałasuje za bardzo jest zalewane wodą. Zasugerowałem koledze Krzysztofowi, żeby opowiedział o pomyśle prezydentowi obywatelowi Jóźwiakowi. Bardzo bym chciał, że gdyby miasto chciało ruszyć z takim projektem, to żeby pilotażowo zaczęło w Warce przy Wilczej.

3. Wieczorem byłem na TweetUp-ie. Najpierw grupowo oglądaliśmy Czas Decyzji. Było dużo śmiechu. Później przyjechał bohater wieczoru z córką, która szybko się stała bohaterką wieczoru. Może cały wieczór opiszę po tej cholernej wyborczej ciszy. W każdym razie bohaterka wieczoru przyznała, że czyta negatywy.

Wracałem Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem. Ruch był jak na Marszałkowskiej.


sobota, 9 maja 2015

8 maja 2015


1. No więc – szczerze mówiąc – nie wiem, co mogę napisać, gdyż obowiązuje cisza wyborcza.
A większa części mojego czwartku związana była poniekąd z wyborami. No i jeżeli dziś opiszę, co robiłem we czwartek i ktoś stwierdzi, że mój opis czwartkowej rzeczywistości jest w jego mniemaniu agitacją wyborczą to wpadnie do mnie ABW?
Nie wiem. Ale wydaje mi się, że to iż mam taki w dzisiejszej Polsce problem to jest zła informacja.

2. Kolega mój kolega Wojciech podwiózł mnie na Wołoską do BMW. Porozmawialiśmy przez chwilę jak starzy Polacy, po czym kolega Wojciech pojechał do urzędu sprawdzić, czy jest aby na wyborczej liście. Kolega Wojciech z rezerwą podchodzi do możliwości zmian w Polsce, bo uważa, że większość wartościowych elementów została wykończona, a ci, którzy zostali, mogą nie rozumieć, że decyzją, którą podejmą przy urnach może zmienić ich życie na lepsze.
Kolega Wojciech pojechał, a ja zacząłem kontemplować i8, które akurat stało na parkingu. I8 to bardzo ładne auto. I istnieje szansa, że będę mógł nim sobie pojeździć.
Na razie odebrałem 435d Gran Coupe. Bardzo ładny samochód z jeszcze lepszym silnikiem.
Teraz gdybym się nie bał napisałbym o negatywnym spocie. Boję się, więc nie napiszę. No, może tyle, że mnie strasznie rozbawił. No i z tego rozbawienia, bo przecież nie z alkoholu, wpadłem na pomysł wrzucania zdjęć na których coś (ktoś) stoi za kimś (ten ktoś jest bardzo konkretny). No i się zrobił z tego szum. Aż taki, że TVN24 na ten temat na stronie swojej napisało.
To pisanie w ciszy nie ma sensu. I to jest zła informacja.

3. Wieczorem oglądałem „Czas decyzji”. Muszę przyznać, że red. Pochanke mi zaimponowała. Pomylić „Rotę” z „Boże coś Polskę” – mało kogo stać na coś takiego.
No i red. Olejnik. Z jednej strony czuję imperatyw, żeby jej zachowanie skomentować, z drugiej – cóż więcej można napisać.
Kiedyś pani Monika naprawdę dawała radę. Teraz już nie daje. I to jest zła informacja.
Memento mori.



piątek, 8 maja 2015

7 maja 2015


1. Brat (pan Bóg u to w dzieciach wynagrodził) podstawił swojego SVX-a. Odwiozłem więc Bożenę do pracy. Rondo Wiatraczna jest tak po rosyjsku brzydkie, że za każdym razem kiedy przez nie przejeżdżam to się dziwię.
Wracałem przez most Świętokrzyski. Przejechałem Wybrzeżem Kościuszkowskim pod Stoenem. Samochody blokowały dostęp do stacji ładowania. Ciekawe, jak by się zachowała Straż Miejska, gdyby zadzwonić i zażądać tego, żeby blokujące samochody usunięto. Stoją bądź co bądź na kopertach. Druga sprawa – skoro miejsce jest przeznaczone dla samochodu elektrycznego podczas ładowania – czy ładując auto można dostać mandat za nieopłacone parkowanie? Będę się zastanawiał, kiedy będę miał elektryczne auto. Czyli raczej nie szybko. I to jest zła informacja.

2. Policja złapała siedemnastoletniego mordercę piętnastolatki. I znowu dwóch policjantów prowadziła go przed kamerami do radiowozu wyłamując ręce. Jeżeli Policja nie ma problemu z nadużywaniem środków przymusu bezpośredniego przed kamerami, to co musi się dziać, kiedy kamer nie ma.

Drugim tematem telewizji informacyjnych był konflikt Kukiz-Korwin. Transmitowano we wszystkich stacjach konferencję tego drugiego. Jedna scena była nawet zabawna. Korwin coś mówił o tym, że w Sejmie siedzą sami idioci, a stojący za nim poseł Wipler się uśmiechał. Naprawdę pomyliłem się co do posła Wiplera. I to jest zła informacja.

3. Portal fashionpost.pl zamieścił właściwie zabawny tekst, którego fragment zacytuję: „Mistrzem pierwszego wrażenia jest kandydat z ramienia PO i nasz obecny prezydent, Bronisław Komorowski, prezentujący się nienagannie w każdej sytuacji. Konserwatywny, elegancki strój buduje zaufanie do człowieka piastującego urząd prezydenta.
»Bronisław Komorowski potrafi skupić moją uwagę. Doceniam to. Z kolei żona prezydenta jest jedną z lepiej ubranych pierwszych dam. Razem prezentują dress code na poziomie międzynarodowym« – komentuje Agnieszka Martyna.
Rozumiem, że można z takich, czy innych powodów czuć sympatię do pana Komorowskiego. (znaczy: nie rozumiem, ale przyjmuję z pokorą). Ale do tego, żeby pisać na fashionowym portalu, że pan Prezydent prezentuje się nienagannie w każdej sytuacji – naprawdę trzeba mieć – excusez le mot – jaja.

W „Faktach” usłyszałem od koleżanki Kolendy, że Bronisław Komorowski był w KOR-ze. Taka deklaracja także wymaga odwagi. Przez lata koleżanka Kolenda wypracowała sobie pewną pozycję [tak, wiem, nie u wszystkich], a tu mówi coś, co średnio inteligentny gimnazjalista może sobie sprawdzić. Sprawdzi i będzie miał pewien dysonans. Bo lista członków KOR jest zamknięta. Pan Prezydent mógłby się spróbować dopisać do niej dekretem. Na razie tego nie zrobił.

Straszną nerwowość u – wydawać by się mogło – spokojnych ludzi powoduje ta kampania. I to jest zła informacja.



  

czwartek, 7 maja 2015

6 maja 2015


1. Zerwało mnie o świcie. Obejrzałem spot sztabu pana Prezydenta. Szeroko rozumiana Platforma uczepiła się in vitro jak rzep psiego ogona. Strzelam, że jakiś specjalista od marketingu politycznego wmówił im parę lat temu, że to coś, wokół czego będą mogli budować przekaz. Uwierzyli w to niespecjalnie badając ile osób to realnie dotyczy. Liczby, które padają z telewizora bywają bardzo różne i bardzo dziwne. Najpierw rząd wydał grubo ponad milion złotych na kampanię telewizyjną promującą problem. Później wprowadził tymczasowe rozwiązanie, które potrafiło owocować sytuacjami takimi, jak tamta szczecińska. Ale skoro już postanowili, że się będą tematu in vitro trzymać – wciąż to robią.
Ja, na podstawie podobnych danych, jak te, których użył wzmiankowany specjalista od marketingu politycznego uważam, że większość społeczeństwa problemem in vitro przejmuje się podobnie, jak religią w szkołach, parytetami na listach wyborczych czy legalizacją marihuany. (Choć to ostatnie, to akurat zły przykład)
Kolega mój, którego nazwiska nie wymienię, zaangażowany przed laty w przygotowanie kampanii promocyjnej in vitro tłumaczył mi – pełen wiary – że in vitro rozwiąże problem polskiej demografii. I, że bez in vitro nie będzie pieniędzy na emerytury. Kiedy zapytałem ile musi się urodzić dzieci i przez ile lat pracować, żeby ich składki wyrównały inwestycję w kampanię promocyjną – nie był w stanie odpowiedzieć.
Mam nieprzeparte wrażenie, że nawet ci, który z programu in vitro skorzystają, zapomną o wdzięczności wobec Platformy, kiedy ich dziecko zachoruje i się nagle okaże, że NFZ nie finansuje terapii, albo po prostu, kiedy się okaże, że nie są w stanie znaleźć miejsca w żłobku, przedszkolu czy szkole. Jak to ma miejsce w Warszawie.
Miejsce w przedszkolu występującym w spocie kosztuje 700 zł miesięcznie.
Jestem gotów się założyć, że in vitro będzie też tematem jesiennej kampanii parlamentarnej. I to jest zła informacja. Bo – z całym szacunkiem dla cierpienia par, które mają problem – z punktu widzenia całego społeczeństwa to problem wydumany przy czym kosztowny.
Pan Prezydent (o ile dobrze usłyszałem, a jeżeli dobrze, to miejmy nadzieje, że się nie pomylił) mówił, że dzięki rządowemu programowi urodziło się 2000 dzieci. Piękna liczba.
Jeżeli porównamy to z liczbą urodzonych w zeszłym roku dzieci 370 tys. nie robi aż takiego wrażenia. Ale jeżeli na te 2000 popatrzymy przez pryzmat 86 milionów złotych, jakie kosztuje rocznie rządowy program – wrażenie jednak jest duże. I to jest zła informacja.

2. Z żalem odwiozłem i3 na Wołoską. Oj, jakbym chciał, żeby nasz kraj wyszedł z pułapki średniego dochodu.
Wracałem metrem. Na rondo Daszyńskiego. Połączenie starej z nową linią sprawia wrażenie tymczasowego. Ciasno i mało logicznie. Nowe stacje ładne. Do tego działa internet w komórce między stacjami. Nic nie słyszę o tym, że trwają pracą nad budową następnych stacji. Strzelam, że będzie to miał w swoim programie prezydent obywatel Jóźwiak. W 2018. Obok rozbudowy ścieżek rowerowych i tego szpitala, co, co cztery lata wymieniana jest jego nazwa.

Wciąż trwają przepychanki z Hestią, która rękami bardzo miłego likwidatora chce nas najwyraźniej pozbawić samochodu, do którego jesteśmy co najmniej przywiązani. I to jest zła informacja.

3. W łaskawości swojej pan Prezydent wystąpił w telewizji Polsat. Budujący jest szacunek przedstawicieli mediów do instytucji Prezydenta w Polsce. Pan Prezydent nie odpowiadał na pytania trzech dziennikarzy. Najbardziej waleczny był redaktor Piasecki, który ze trzy razy próbował panu Prezydentowi przerwać, mówiąc: ale, panie Prezydencie…
Transmisja przez chwilę była w Polsacie, później wyłącznie w Polsat News – kanale już nie tak popularnym. A szkoda, bo może więcej obywateli usłyszało, co pan Prezydent ma do powiedzenia na temat bezpieczeństwa. Najlepsze było chyba, że bazy NATO w Polsce już są, bo Polska jest w NATO, więc polskie bazy to bazy NATO.
Pan Prezydent powiedział też, że Konstytucję chcą zmieniać ci, którzy są frustratami politycznymi. Po chwili dodał, że widzi cały szereg spraw, które w Konstytucji trzeba zmienić. Mówił, na przykład, że by się przyjrzał idei okręgów jednomandatowych.
Ale to wszystko bez znaczenia. Bo nieważne, co pan Prezydent opowiada i tak: „niechby i w drugiej turze, ale wobec niepokojów i rozedrgania dzisiejszego świata lepiej by było dla Polski, gdyby Bronisław Komorowski pozostał prezydentem Rzeczpospolitej
[To redaktor Baczyński]

Później była #debata w TVP1. Dziękuję panu prezesowi Braunowi, że mogłem w końcu się dowiedzieć jak wygląda kandydat Wilk. I kandydat Tanajno.
Swoją drogą ciekawe, czy reżyser Braun to jakaś rodzina prezesa Brauna. Widzę jakieś podobieństwo, kórego nie potrafię zdefiniować. I to jest zła informacja.  

środa, 6 maja 2015

5 maja 2015


1. No więc budzik zadzwonił o szóstej rano. I to jest zła informacja. Później o szóstej piętnaście, trzydzieści i czterdzieści. Wstałem, choć miałem wrażenie, że się właściwie nie kładłem, bo się chyba położyłem o trzeciej.
W zupełnie niejasny sposób zrobiła się ósma. A zanim ruszyliśmy – po ósmej. Do Warszawy dojechaliśmy koło pierwszej. I to jest zła informacja, bo zasadniczo można było się wyspać.

2. Każdy powrót do Warszawy jest dotkliwy. Taki w środku dnia chyba bardziej. Nie ma czasu na aklimatyzację.
Jednym okiem oglądałem pogrzeb Władysława Bartoszewskiego. Wydaje mi się, że składanie flagi to nowy przeszczep. Amerykanie robią to jakoś lepiej. No i chyba pan Prezydent nie do końca wręczył ją tej osobie, której powinien. Ale pewnie się czepiam.
Wszystko przeszło spokojnie. Najbardziej niesmaczne chyba było wyciąganie przez platformerskiego trolla starych tweetów na temat zmarłego.

Wieczorem kandydat Duda był u red. Tadli w TVP Info.
Chyba naprzeciwko Krakena mieszka red. Gembarowski, więc często go widuję.
Od dłuższego już czasu hejtuję tu panią Olejnik. Trochę wynika to z żalu, że nie jest już taka jak kiedyś. Mam wrażenie, że jej młodsze koleżanki starają siębrać z niej przykład. Z tym, że nie pamiętają jej najlepszych czasów [albo są za młode, albo zapomniały]. Więc wydaje im się, że wystarczy jak będą się wydzierać. I to jest zła informacja.
[dotyczy to również dziennikarek niepokornych]
Można oczywiście próbować usprawiedliwić red. Tadlę zachowaniem posła Mastalerka. Można. Ale się raczej nie uda. Niezależnie od rozmiarów niechęci do rozmówcy na pewne rzeczy nie można sobie pozwalać.

3. Pojechałem podładować i3 pod Pałac Kultury. Poprzednim razem kiedy tam byłem wyszedł do mnie taksówkarz i powiedział, że to pierwsze auto, które się tu ładuje i że był przekonany, że to taki normalny przewał za unijne pieniądze. Ustawili takie pudła, ale puste w środku. Napisali na nich, że to stacja ładowania i wzięli dotację.
Tym razem to nie oszustwo. Stacja ładuje, z tym, że coś jakby nie stykało. Może coś zaśniedziało z nieużywania.
Naładowałem 30% i ledwo zdążyłem na „Grę o tron”. Jakoś się ta seria nie może rozkręcić. I to jest zła informacja.  

wtorek, 5 maja 2015

4 maja 2015



1. Zacznę od tego, że przypomnę iż Bóg przeklął Chama za to, że ten naśmiewał się z pijanego Noego. Ja tam ojcem nie jestem, ale brodę mam.
No więc wstałem. Okazało się, że minęło już południe. Nie widziałem więc ostatniego przed pierwszą turą wyborów wydania „Kawy na ławę”. I to jest zła informacja, gdyż ostrzyłem sobie zęby na starcie posła Mastalerka z profesorem Nałęczem.
Mało znanym jest fakt, że przy Nowogrodzkiej piją Nałęczowiankę. Ciekawe, czy kiedy się zapas skończy zmienią. Np. na Kingę Pienińską.

2. No więc wstałem. Energii starczyło mi tylko na to, żeby dojść przed telewizor i zalec na kanapie. A, włączyłem telewizor i zasypiając słyszałem, że agenci NCIS chcieli wejść na brytyjski okręt. Obudziłem się parę godzin później. Było już nieco lepiej. Ale nie tak, żeby od razu wstać. Więc zasnąłem raz jeszcze. Kiedy się obudziłem po raz kolejny – było już całkiem nieźle.
Wstałem, zjadłem, wziąłem prysznic. I właściwie znowu bym się położył, ale trzeba było jeszcze coś koło domu zrobić. No i przyszedł sąsiad Gienek, w Matizie jego siostry nie chciało się zamknąć okno. Gienek rozebrał środkową konsolę, dobrał się do przełącznika ale nie przyniosło to efektów. Ja niewiele myśląc (w moim stanie myślenie i tak nie było czymś, co by przynosiło jakiś efekt) wepchnąłem do przełącznika śrubokręt i okno się – przy aplauzie zgromadzonych – zamknęło.
Później, z asystą Karola – wnuka sąsiada Gienka – zasadziliśmy słoneczniki wysiane wcześniej w Warszawie. I kupioną w Mrówce malinę. Potem jeszcze przewiozłem Karola przez wieś do krzyża i z powrotem. Przyspieszenie i3 robi lepsze wrażenie niż rollercoaster. No i zaczęliśmy się pakować. Pod sam koniec pakowania nieśmiało zaproponowałem, żebyśmy może pojechali rano. Znalazłem nawet uzasadnienie. W nocy więcej prądu zużywają światła. Więc postanowiliśmy jechać rano. O świcie. Budzik na szóstą rano. I to była zła informacja.

3. Nie widziałem wychodzącego z TVP Info posła Mastalerka. Wpaść na pomysł, żeby w przeddzień wizyty kandydata zarzucić stacji brak rzetelności może tylko настоящий джигит.

No właśnie. Polityka medialna Prawa i Sprawiedliwości przypomina dowcip o moskiewskim taksówkarzu.
Turysta przyjeżdża do Moskwy. Zatrzymuje taksówkę, wsiada i prosi o podwiezienie do hotelu. Taksówkarz rusza z piskiem opon. Dojeżdżają do skrzyżowania. Taksówkarz dodaje gazu.
–Panie, co pan robisz? Czerwone!
–Я джигит!
Następne skrzyżowanie. Taksówka pędzi z dużą prędkością, wymijając auta.
–Co pan robisz? Czerwone!
–Я джигит!
Na trzecim skrzyżowaniu taksówkarz ostro hamuje.
–Przecież jest zielone! Dlaczego pan nie jedzie?

–Чтобы какой джигит в нас не въебaлся!
Mam wrażenie, że kaleczę rosyjski. I to jest zła informacja.  


poniedziałek, 4 maja 2015

3 maja 2015




1. Zasadniczo powinno być sześć negatywów. Zobaczymy, czy się uda. 
No więc piątek był pod znakiem podróży życia. Dawno, dawno temu, kiedy z wyglądało na to, że z kolegą Grzegorzem będziemy realizować pewien projekt medialny, zacząłem namawiać BMW, żeby pozwolili mi zrobić reportaż z produkcji i3 REX i później tym samochodem przyjechać do Polski. Z projektu medialnego nic nie wyszło. I to jest zła wiadomość. Choć może nie taka zła, bo jakoś powoli przestaję wierzyć, że byłbym w stanie robić dobry magazyn. Skoro się projekt nie chciał wyjaić, mnie też zaczęło nie stawać energii, by BMW namawiać.



Więc i3 zmontowano, przyjechała do Polski pewnie na lawecie. No i w końcu ją dostałem, co opisałem przedwczoraj.
Ale przez cały czas w mojej głowie urzędował pomysł przejechania elektrycznym samochodem 1000 km. No więc zacząłem go realizować.
Samochody BMW mają książeczki, do których wpisuje się kierowców, daty i przebiegi (prawdopodobnie chodzi o fotoradary). Z tej książeczki wynikało, że podczas dwóch poprzednich testów przejechano i3 po 20 km. Czyli nawet nie rozładował się akumulator.
BMW i3 REX nazywa się REX nie dlatego, żeby wzbudzić ciepłe uczucia wśród wielbicieli psów. REX pochodzi od nazwy Range Extender, czyli silnika chyba od jakiegoś skutera (jakiegoś skutera BMW), który napędza prądnicę zasilającą napęd auta.
To, co jest najbardziej przerażające w elektrycznych samochodach, to wizja rozładowania akumulatorów gdzieś w lesie, polu, czy gdziekolwiek, gdzie nie ma gniazdka. Bo prądu w wiaderku nie da się przynieść. Zanim człowiek się nauczy jak jeździć (bo jednak robi się to trochę inaczej niż normalnym autem), strach ten zdecydowanie zmniejsza radość, jaką daje elektryczny napęd.
No więc z i3 REX tego problemu nie ma. Znaczy jest o tyle, że zbiornik paliwa ma z dziesięć litrów. Więc, jeżeli się ktoś uprze, może to paliwo też dość szybko wypalić. Ale zawsze można wziąć do auta kanister. Na przykład 20 litrowy.

2. i3 to auto miejskie. Mimo położenia tylnych siedzeń nie udało się zmieścić półki łazienkowej. Znaczy wejść, to by weszła. Ale nie zmieściłby się wtedy iMac. Półka wróciła więc do domu. I to jest zła informacja, bo nie wiem, kiedy ją przywiozę.
Jakoś zapakowaliśmy auto. Trzy osoby z bagażami mogą się jakoś pomieścić. Ruszyliśmy na zachód.
Zaraz za Warszawą przyssałem się do Polskiego Busa. Kuźniaryzm level hard. Nie dość, że jazda w robionym przez autobus powietrznym tunelu powoduje mniejsze zużycie energii, to jeszcze się można do darmowego internetu podłączyć.
Polski Bus zjechał w Strykowie do Łodzi. Na drodze było pusto. Naród świętował Święto Pracy. BMW i3 mimo swojego dziwnego kształtu i jeszcze dziwniejszych kółek radziło sobie na autostradzie świetnie. Żadnych problemów z bocznym wiatrem. Silnika skuterowego prawie nie słychać, zwłaszcza, że niezależnie od prędkości pracuje chyba na stałych obrotach. Po 150 km zjechaliśmy na stację. Trochę wstyd było tankować pięć litrów. Metodą wracającego z Białorusi kierowcy zmieściłem jeszcze dwa litry. Wyjeżdżając ze stacji przykleiłem się do łotewskiego autobusu, za którym z prędkością 105 km/godz. dojechałem za Konin, gdzie opisywaną już dwukrotnie metodą zjechałem, żeby ominąć dwie bramki dr. Kulczyka. Za Wrześnią dolałem kolejne sześć litrów.
Słuchaliśmy na Spotify „Róże Cmentarne” Krajewskiego i Czubaja. Strasznie nudna książka.
W końcu dojechaliśmy na wieś. Spalanie wyszło poniżej pięciu litrów benzyny na 100 km. Przy średniej prędkości 97 km/godz.

3. Producent nie zaleca stosowania przedłużaczy. Ale co on tam wie. Użyłem 30-metrowego. Samochód naładował się w sześć godzin. A przynajmniej tyle miał się ładować, kiedy go podłączyłem. W domu zimno. Myszy dorwały się do torebki z kaszą. I to jest zła informacja. Bo strasznie przy tym naświniły.


4. Z okazji Święta Flagi pojechaliśmy do Świebodzina na zakupy. Najpierw do Lidla. Wśród pozostałości po tygodniu hiszpańskim udało się trafić białego tuńczyka w oliwie. Wybitna rzecz. 
Châteauneuf-du-Pape niestety już nie jest w promocji. I to jest zła informacja. No i jeszcze strzelił worek z kiszonymi ogórkami. Dobrze, że zauważył to kasjer. Ponoć najgorszą rzeczą jaką się kiedyś stała z samochodem testowym BMW, to było rozbicie w bagażniku słoika z ogórkami. Rozbity samochód można naprawić. Smród usunąć ciężko.
Z Lidla pojechaliśmy do Mrówki. Z Mrówki do Tesco. W Tesco – jak to w Tesco. Ciągle łypał na nas Bobek Makłowicz. Prawie kupiłem Esquire. Łamałem się. Bożena powiedziała, żebym przeczytał losowo wybrane zdanie z edytorialu. I jeżeli mnie zniesmaczy, to nie kupimy. Przeczytałem. Nie kupiliśmy.


5. Wróciliśmy do domu. Po drodze, w Ołoboku wpadając do sąsiada Tomka, żeby mu wręczyć dwa katalogi Muratora – taka aluzja, żeby się zaczął budować.
Korzystając z tego, że zielsko nie wyrosło jeszcze za bardzo dokończyliśmy porządki w sadzie. Znaczy usunęliśmy pościnane wcześniej gałęzie. A że były to gałęzie dzikiej róży, pokaleczyłem się niemiłosiernie. I to jest zła informacja.
Starszy Analityk Szacki zapytał mnie na Twitterze, czy będę kandydował do Sejmu. Nic mi o tym nie wiadomo, więc na wszelki wypadek zacząłem się googlować. Nie znalazłem żadnej informacji na ten temat, ale za to się dowiedziałem, że mój na portalu „Polityki” jakiś czas temu pojawił się mój tekst o elektronicznie-motoryzacyjny. Tekst napisałem do zupełnie innego medium. Nie mam pojęcia skąd się w „Polityce” wziął. Ale dzięki temu będę mógł mówić do Starszego Analityka Szackiego – mój kolego z łamów.

6. Obejrzeliśmy dość idiotyczny film polski „Yuma”. Wypadało go obejrzeć, bo akcja się dzieje w Lubuskiem. No i poszliśmy do sąsiadów świętować dziesięciolecie naszej obecności na wsi. Było bardzo miło. Tak miło, że nie pamiętam momentu, kiedy napisałem, że nie napiszę negatywów, bo nie jestem w stanie.
Pamiętam wrażenie, że Finlandia 0,7 smakuje inaczej niż ta z półlitrówki. I to jest zła informacja. Bo nie mam zamiaru więcej pić alkoholu. Nie sprawdzę więc, czy to prawda, czy mi się tylko wydawało.